niedziela, 7 marcaKrajowy Przegląd Samorządowy
Shadow

Warto zobaczyć…

Warto rozmawiać…” – powtarzają (z lekkim przymrużeniem oka) bohaterowie Pomocy domowej Marca Camolettiego, czyli nowego przeboju na scenie Wrocławskiego Teatru Komedia.

Spektakl Pomoc domowa – premiera 25 września – jest czymś w rodzaju kontynuacji innego przeboju Komedii, tegoż Camolettiego sztuki Boeing, Boeing. Bohaterowie są ci sami, ale sytuacja inna – Maks ożenił się z Jolą, Nadia prowadzi im dom. Małżonkowie jednak z dawnych – erotycznie swobodnych – nawyków wyjść nie mogą i każde z nich chce mieć kochanka (kochankę). Ale jest Nadia, która tak jak w Boeingu… potrafi ogarnąć każde zamieszanie. A zamieszanie jest potężne! Małżonkowie niby opuszczają mieszkanie, ale tylko niby, kochankowie (potencjalni) po tym mieszkaniu jak po swoim wędrują. Lekko nie jest biednej Nadii, która – bo to kobieta mądra – czuje, jak autentyczne uczucie łączy Jolę i Maksa i w imię obrony tegoż uczucia wywija piruety, godne Mai Plisieckiej. Oczywiście – piruety na bystrym pomyślunku i dobrym sercu, a nie baletowych pointach oparte.

Bohaterowie wpadają do wnętrza i wypadają, drzwi trzaskają, zamieszanie rośnie, ale zabawa wciąż jest dobra, bo Pomoc domowa spełnia podstawowe wymagania, jakie przed dobrą komedią stoją. Po pierwsze – aktorzy. Po drugie – język tekstu. To „po drugie” – czyli język żywy, umiejętnie odnoszący się do tego, co nas językowo otacza („Warto rozmawiać”…). I takim językiem mówią do nas bohaterowie Camolettiego, do Wrocławia – z okna mieszkania widać Sky Tower – przeniesieni.

Bartosz Wierzbięta, tłumacz obdarzony znakomitym językowym słuchem, tworząc tekst żywy i znakomicie przenosząc całe zamieszanie w nasze realia, po raz kolejny pokazał, jak wiele potrafi.

A aktorzy? Jola (Katarzyna Skoniecka) i Maks (Wojciech Dąbrowski) przerysowują nieco swoje postaci, co daje efekt lekkiego puszczania oka do widowni: my tu niby bunga-bunga, ale w sumie nic z tego, bo Maks kocha Jolę, a Jola kocha Maksa. Rezultat jest świetny! Tak świetny jak pomysł, aby role Pszczółki Mai i Misiaczka – czyli kandydatów do serc i ciał Maksa i Joli – zagrali bardzo młodzi adepci aktorskiej sztuki. To był strzał w dziesiątkę! Ilona Lewandowska gra dziewczę kojarzące się sposobem demonstrowania emocji z bohaterką reality show, i robi to świetnie! Bardzo dobry jest Jakub Giel – Misiaczek, połączenie hipstera, harleyowca i lekko nieśmiałego młodzieńca. Misiaczków zresztą jest dwóch – na zmianę występują Giel i Kornel Sadowski, drugi z ekipy bardzo młodych.

No i postać główna, Nadia – Dorota Wierzbicka-Matarrelli, jeszcze lepsza niż w Boeingu… Jeszcze lepsza, bo choć lekko farsowa, choć bez lęku przekraczająca momentami granice komediowej elegancji, pokazać potrafiła bezbłędnie urok i wrażliwość swojej bohaterki.

Wspierały aktorów znakomite kostiumy Zofii De Ines. Sukienki Joli i Mai – ostatni krzyk mody, ciut Chanel, ciut Versace, z lekkim przegięciem teatralnym, pozwalającym na ich efektowne zdejmowanie. Panowie też supermodni i też z leciutkim uśmieszkiem…

Gdy rozmawialiśmy przed premierą, Wojciech Dąbrowski, który spektakl reżyserował, żartował, że najważniejsze w scenografii są drzwi – muszą być mocne, bo trzaskać będą tysiąc razy. I były mocne! A reżyser Wojciech Dąbrowski pokazał, iż owe drzwi potrafi znakomicie wykorzystać, tworząc spektakl naprawdę zabawny.

A że na prostej zabawie oparty i filozofii w nim mało…? To nie całkiem prawda – bo pytanie o szczerość i moc uczuć jest jednym z pytań podstawowych.

Anita Tyszkowska