czwartek, 27 lutegoKrajowy Przegląd Samorządowy
Shadow

Czterdzieści lat minęło…

W nowy rok Wrocławski Teatr Komedia wkroczył premierowo – Rubinowe gody Krzysztofa Kędziory to opowieść o małżeństwie, o polityce, o zmieniającym się świecie. Ale przede wszystkim Rubinowe gody to opowieść o miłości…

Grażyna i Marian obchodzą czterdziestą rocznicę małżeństwa… Czyli rubinowe gody właśnie. Córka w prezencie funduje im weekend w luksusowym hotelu.

– A oni w tych luksusach nie są w stanie zorientować się w superrozwiniętej technologii – nie wiedzą, jak włączyć światło, otworzyć drzwi, spuścić wodę. Problemy z technologią para ma, ale poza tym są życzliwymi, pogodnymi, dobrymi ludźmi, choć nieco różnymi. Ona jest ciekawa świata, on – przeciętny Polak, który woli gazetę, piwko, telewizornię… – tak opowiadał w wywiadzie dla GP o bohaterach Rubinowych godów reżyser spektaklu, Wojciech Dąbrowski.

I rzeczywiście – dokładnie tacy są: Małgorzata Szeptycka jako Grażyna jest pełna werwy, pełna chęci zbadania owego niezwykłego dla rubinowej pary świata. Paweł Okoński to Marian, wyciszony, nieco zamknięty w sobie, jakby tym wszystkim zakłopotany. Niełatwa to rola, ale bohater Mariana Okońskiego to wspaniała postać, człowiek nieskomplikowany, ale nie prosty, zwyczajny, ale gdzieś w środku pełen uczuć, oddania, miłości.

Bo o uczuciach jest w Rubinowych godach wiele: to tak naprawdę sztuka o miłości. O tym, jak miłość się zmienia, ewoluuje… Rubinowy (a właściwie nieco ponad, bo to 41. rocznica tak naprawdę) wyjazd pozwala parze – kochającej się parze – na omówienie problemów, niedopowiedzeń małżeńskich, miłości właśnie. I na ważne postanowienia – wszak już emerytura, więc warto coś w życiu zmienić, warto mieć plany, zamierzenia. Warto iść w nową rzeczywistość, mieć marzenia i marzenia te spełniać.

Ale nie tylko o miłość w sztuce chodzi: Rubinowe gody to także kpiąca opowieść o polityce i politykach. Przedstawiciel tej klasy (czy kasty?) objawia się nagle – wyłażąc spod łóżka – w pokoju Grażyny i Mariana, w koszulce i samych gatkach zresztą. Rafał Kwietniewski jako poseł i minister elekt to postać, którą można bardzo znielubić i której można naprawdę współczuć, bo choć bywa paskudny, to i szczery być potrafi.

Poseł Kochanek to trzecia świetnie zagrana postać. A jest i czwarta – najbardziej komediowa, odrobinę na granicy farsy. Świetnej farsy, dodajmy. Radosław Kasiukiewicz jako Daniel (czyli jak go nazywają – Danny) jest rewelacyjny! Danny to namolny hotelowy boy, postać malownicza niezwykle, która na koniec zmienia się… W kogo? Tajemnica! To trzeba zobaczyć na własne oczy.

Sztuka Krzysztofa Kędziory to bardzo ciekawy eksperyment z codziennością. Zwyczajni ludzie, świat, jaki obserwujemy na co dzień (wyłączając oczywiście weekend w luksusowym hotelu z jego technicznymi problemami), czwórka aktorów, jedno wnętrze… Niełatwe to zadanie dla reżysera. Ale Wojciech Dąbrowski, reżyserując spektakl, pokazał, że opowiadanie trudnych scenicznie historii świetnie mu wychodzi. Znakomitym pomysłem było też wykorzystanie wariacji na temat Vivaldiego, przygotowanych przez Bartosza Pernala – muzyka z najwyższej półki mówiła nam, że Grażyna i Marian to nie tacy discopolowi ludzie są, jakby mogły sugerować ich kłopoty z hotelową luksusowością.

Rubinowe gody to świetny spektakl i świetne wejście Wrocławskiego Teatru Komedia w lata dwudzieste XXI wieku. A wiadomo, że lata dwudzieste to – przykład wieku XX – mogą być lata artystycznie niezwykłe.

Anita Tyszkowska

Krzysztof Kędziora RUBINOWE GODY

Reżyseria: Wojciech Dąbrowski

Scenografia: Wojciech Stefaniak

Kostiumy: Maria Tomczak

Opracowanie muzyczne: Bartosz Pernal, Paweł Dobosz

Światła: Alicja Pietrucka

Asystent reżysera: Artur Zachorodny

Obsada: Małgorzata Szeptycka, Paweł Okoński, Rafał Kwietniewski, Radosław Kasiukiewicz