niedziela, 9 majaKrajowy Przegląd Samorządowy
Shadow

Chciała być kochana…

Premiera Judy. Na końcu tęczy Petera Quiltera we Wrocławskim Teatrze Komedia wciąż przed nami – pandemia przesuwa kolejne terminy w czas niewiadomy. – I dalej nie widać światełka w tunelu – nie kryje rozczarowania WOJCIECH DĄBROWSKI, który spektakl reżyseruje. – A ludzie mają dosyć ekranów, chcą teatru żywego…

To prawda, bo teatru żywego żaden ekran zastąpić nie potrafi, tym bardziej że Judy. Na końcu tęczy, opowieść o ostatnich miesiącach życia Judy Garland, to wielki teatralny przebój, a przy tym spektakl bardzo dla jego twórców wymagający. Justyna Szafran, która wciela się w postać Judy Garland (na scenie towarzyszyć jej będą Paweł Okoński w roli pianisty Anthony’ego i Mariusz Ochocimski w roli ostatniego męża Judy, Mickey’a Deansa), ma z wielkimi artystkami doświadczenie – jej teatralna Edith Piaf żyje w pamięci tych, którzy spektakl mieli szczęście podziwiać, i tych, co wciąż wracają do jej nagrań piosenek Piaf.

– Ja w obu artystkach widzę dużo podobieństw, choć ich repertuar był zupełnie inny – mówi Justyna Szafran. – Do końca były duchowymi dziećmi, a śpiewanie było ich życiem… I obie zmarły, mając 47 lat. Tyle, ile ja mam teraz – uśmiecha się aktorka. I przyznaje: – Boję się, bo ta rola to wielkie wyzwanie. Nie chcę Judy naśladować, ale chcę oddać całą pasję jej życia! Najpierw widziałam to życie jako dramat, ale Wojciech Dąbrowski, reżyserujący Judy…, poprowadził to inaczej, pokazując też jasną stronę bohaterki, jej radość śpiewania, jej miłości, mężczyzn, z którymi jej się nie zawsze układało, ale których kochała i którzy ją kochali. Taka przejmująca droga – od euforii do życiowego końca… I teraz widzę, że reżyser miał rację, że wiele w tym życiu było jasności, choć opowiedzenie tej drogi w ciągu półtorej godziny nie będzie łatwe.

– Pracujemy, ale mam wrażenie, że przede wszystkim dla psychoterapii – wzdycha Wojciech Dąbrowski, kiedy jasne już się stało, że po raz kolejny premiera się oddala. – Światełko w tunelu jest coraz dalej. Nie poddajemy się jednak i tworzymy nadal opowieść o Judy Garland i końcu jej tęczy. To była wielka gwiazda, przed którą chyliły głowy takie sławy jak choćby Frank Sinatra. W sztuce Judy mówi: „To nie ja ich poznawałam, tylko oni mnie”. I to jest prawda.

Z jednej więc strony – wielka kariera, śpiew, który nade wszystko kochała, ekran i scena, na których królowała, z drugiej – osobiste życie, pełne komplikacji, ale i pełne miłości.

– Pięć razy wychodziła za mąż – uśmiecha się Wojciech Dąbrowski. – Przecież tych mężczyzn kochała i oni kochali ją… Owszem, można myśleć, że miała wszystko – sławę, talent, pieniądze. Ale w sztuce Judy mówi: „Ja po prostu chcę być kochana”. Bo to było dla niej najważniejsze. Z jednej strony wielka artystka, z drugiej – po prostu kobieta. I to chcemy pokazać, te dwie strony Judy.

A do tego – jej wielkie przeboje, muzycznie opracowane przez Bartka Pernala, a przetłumaczone znakomicie przez Michała Rusinka. Próby trwają, powoli wchodzą w ostatni etap.

– Wiele o naszej bohaterce rozmawiamy – mówi Wojciech Dąbrowski. – Uczymy się od niej tego najważniejszego: że trzeba żyć, że czas bardzo szybko mija, że radość chwili to coś, co nas uskrzydla.

Kiedy premiera? Trudno zgadnąć, aktorzy wchodzą w przedpremierowy nerwowy świat niepewnie i bardzo niekomfortowo.

– Nie wiem przez te zmiany terminów, czy już się mam bać, czy jeszcze nie – uśmiecha się Justyna Szafran. – Pracujemy dla ludzi – dodaje Wojciech Dąbrowski. – Dla widzów, którzy już bardzo tęsknią za prawdziwym, żywym teatrem. Ale pracujemy i dla siebie, to ciągła praca nad aktorskim warsztatem, tyle że wszyscy jesteśmy już zmęczeni – takie przeciąganie w czasie przygotowania do premiery jest czymś dla nas bardzo trudnym.

A my, widzowie, teatromani, czekamy na Judy… Bo naprawdę tęsknimy za teatrem – żywym, pokazującym wiele istnień, wiele światów i wiele emocji.

Anita Tyszkowska