niedziela, 19 wrześniaKrajowy Przegląd Samorządowy
Shadow

Dobrzeń Wielki: Pesymistycznie i optymistycznie zarazem

Rozmowa z Henrykiem Wróblem, wójtem gminy Dobrzeń Wielki

– Przez pewien czas nie było mnie w kraju. A kiedy wróciłem, ze zdumieniem dowiedziałem się, że Elektrownia Opole nie będzie rozbudowywana!

– Koncern PGE oficjalnie ogłosił, że projekt rozbudowy Elektrowni Opole został zamknięty. PGE uzasadnia to małą efektywnością ekonomiczną tego projektu, który być może nie przyniesie akcjonariuszom zysku.

– Nie wiem, czy pan podziela moje zdanie, ale wygląda na to, że kryzys dotknął i PGE…

– Trudno powiedzieć, ale obecnie pewnie mniejsze jest zapotrzebowanie na energię elektryczną. Wiemy, jak wygląda sytuacja na giełdzie energii dzisiaj, ale za rok czy dwa spowolnienie gospodarze się skończy i co wtedy?

– Właśnie! Po bessie przecież zawsze musi przyjść hossa.

– Zgadza się! Poza tym koncern PGE ma świetnie wyniki finansowe jeśli idzie o rok 2012: minister finansów ma do wzięcia ponad miliard złotych w formie dywidendy, co, jak sądzę, też nie jest bez znaczenia… I tak splot kilku czynników spowodował, że podjęta została taka, a nie inna decyzja.

– Szkoda. To dałoby – mówiąc kolokwialnie – kopa gospodarczego gminie.

– Bardzo szkoda! Zyskałoby na tej inwestycji cale nasze województwo. A w związku z podjętą przez PGE decyzją wiele pieniędzy zostało już straconych – przecież ludzie inwestowali, przygotowywali się… My jako gmina też się przygotowywaliśmy. Zbudowaliśmy niektóre drogi specjalnie po to, aby poprawić komunikację wewnątrz gminy, bo około 2000 osób spoza gminy miało stale przebywać u nas, tu spać, pracować na tym wielkim placu budowy. Ileś firm zostało wyrzuconych z terenu elektrowni, pobudowały się w innych miejscach, zainwestowały pieniądze, licząc pewnie na to, że w trakcie rozbudowy odpracują sobie te środki. Dla mnie zresztą pod znakiem zapytania stoi przyszłość Elektrowni Opole. Dobija do dwudziestki, popracuje jeszcze drugie tyle i te bloki wtedy będą już w takim stanie technicznym, że trzeba się będzie zastanawiać, czy dalej ciągnąć produkcję, czy zamknąć całe przedsiębiorstwo.

– Zaczęliśmy naszą rozmowę pesymistycznie. Może uda nam się jednak wykrzesać nieco optymizmu?

– Tu rzeczywiście jest bardzo optymistycznie! Kryzys powoduje, że jest na rynku o wiele mniej zleceń, bo po przetargach, jakie ogłaszaliśmy, zostaje nam jeszcze sporo środków. Firmy walczą o przetrwanie, nawet na małe zadania inwestycyjne, takie rzędu 1,2 mln zł, mamy po piętnaście-dwadzieścia ofert. Jesteśmy już po większości zaplanowanych przetargów! Przytrzymała nas trochę aura – już podpisywaliśmy umowy, a jeszcze leżał śnieg i maszyny nie mogły wchodzić. Ale wiosna już jest, w całej gminie zaczynają się prace. Przez kilka następnych miesięcy powinno się u nas parę rzeczy mocno zmienić!

– To rzeczywiście brzmi bardzo optymistycznie, ale teraz chciałbym zapytać o coś, co w rozmowach z samorządowcami optymistycznego zabarwienia często nie ma. W województwie dolnośląskim na 169 gmin tylko pięć podpisało umowy z firmami, które będą wywozić odpady…

– Na Opolszczyźnie jest podobnie! A my będziemy ogłaszać przetarg teraz, do lipca jeszcze jest trochę czasu. Na szczęście śmieciami w 80 procentach zajmował się u nas nasz Gminny Zakład Komunalny, więc danych do ogłoszenia przetargu mamy sporo. Mieszkańcy są niezadowoleni, bo system był u nas inny – płaciło się za faktycznie wywieziony kubeł, jak się go wystawiało, to dostawało się rachunek. Przecież nie wytwarzamy tyle samo śmieci! To zależy od poziomu życia – im wyższy, im wyższa konsumpcja, tym więcej opakowań… A ta ustawa to wszystko wyrównuje, jak za komuny. Nasz dawny system jednak był dobry tylko w przypadku osób uczciwych: mam odpowiednie dane i naprawdę trudno mi uwierzyć, że ktoś w ciągu roku wytworzył tylko trzy kubły śmieci! Doskonale w gminie wiemy, ile śmieci wywoziliśmy z przystanków, szkół, cmentarzy, z okolic urzędu… W sumie – z każdego możliwego miejsca, w miarę dostępnego po zmroku.

– Niektórzy włodarze na Dolnym Śląsku mówią, że ustawa śmieciowa nadaje się właśnie do śmieci. Ale pan uważa, że różnie można na to patrzeć.

– Generalnie w całej Polsce jest problem z gospodarką śmieciową, ale to rozwiązanie, które nam zaproponowano, to sposób zaczerpnięty gdzieś z Zachodu, ale z modelu sprzed jakichś trzydziestu lat. Jak to będzie funkcjonować? Cóż, zobaczymy… Na początku na pewno będzie trudno.

Rozmawiał Sławomir Grymin (TS)

Tekst ukazał się w „Gminie Polskiej” nr 1/2013