czwartek, 27 lutegoKrajowy Przegląd Samorządowy
Shadow

Żywe miasto Wrocław

Rozmowa z prezydentem Wrocławia Rafałem Dutkiewiczem


 

Pytanie pierwsze i podstawowe: jaki jest budżet Wrocławia na rok 2014?

– To zrównoważony budżet. Nasze dochody to 3,7 miliarda złotych, ale wydamy trochę więcej. Od tego roku obowiązuje nowa zasada, dotycząca finansów publicznych w samorządach, wedle której kredyt wolno zaciągnąć tylko wtedy – co jest zgodne ze zdrowym rozsądkiem – gdy stałe przychody podatkowe są wyższe od tzw. stałych wydatków, czyli tych związanych na przykład z etatami, energią elektryczną, utrzymaniem sieci tramwajowo-autobusowej. W wypadku Wrocławia te wydatki są niższe od wpływów, więc wolno nam zaciągnąć kredyt, który jednak musi być wydany na inwestycje.

Inwestycji w mieście będzie wiele, ale pewnie jest taka, która jest najbliższa pana sercu…

– Zacznijmy od inwestycji najważniejszej, z którą zresztą mamy jeszcze pewne kłopoty formalnoprawne. To obwodnica Leśnicy, której realizacja wciąż zależy od decyzji wydanej przez Generalną Dyrekcję Ochrony Środowiska w Warszawie. Jeśli jednak chodzi o moje osobiste zaangażowanie, to są dwa typy inwestycji. Pierwszy z nich to budowa Narodowego Forum Muzyki. To w części mój pomysł, więc bardzo mi zależy, aby Forum zostało ukończone. Poza tym w latach 2014-2015 wydamy około 150 milionów na inwestycje edukacyjne. To właśnie ten drugi typ inwestycji, szczególnie mi bliskich, który wiąże się z tym, że wyż demograficzny z przedszkoli wchodzi do podstawówek. To sprawi, że w 2016 roku będziemy mieli najwięcej dzieci w szkołach podstawowych.

Rok 2016, gdy staniemy się Europejską Stolicą Kultury, niedaleko. Wiemy, że ESK finansowana będzie w 25 procentach przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, w 75 – ze środków miasta. Ale w wypadku wydarzenia takiej rangi pieniądze – choć niezbędne – nie są najważniejsze. Najważniejsze jest to, co się będzie u nas, we Wrocławiu, działo.

– Muszę tu sprostować – owszem, pieniądze nie są najważniejsze, ale doświadczenia wszystkich europejskich stolic kultury pokazują, że za udane projekty uważane są te, w których dopływ dodatkowego pieniądza, czyli w tym wypadku z Ministerstwa Kultury, jest ważny. Generalnie w ESK najważniejsze są dwie sprawy – pierwsza to wymiar nie tyle kulturalny, co kulturowy tego przedsięwzięcia. A druga rzecz to pytanie, na ile uda się nam poprzez ESK „uwspólnić” miasto Wrocław. Mówiąc prościej, chcemy, aby w roku 2016 dwa razy zwiększyła się częstotliwość uczestniczenia wrocławian w życiu kulturalnym.

Ale wrocławianie są bardzo ukulturalnieni! Widzimy filharmonię, w której na ciekawych koncertach są zajęte nie tylko wszystkie fotele, ale i całe schody. Jest Teatr Polski, w którym ostatni spektakl – „Kronos” – wzbudził dyskusje, trwające dłużej niż samo niekrótkie przecież przedstawienie. Mamy Festiwal Nowe Horyzonty, który na kilka dni zmienia życie miasta. To świadczy o bardzo intensywnym uczestnictwie w kulturze, którą nazywamy wysoką.

– Warto jeszcze dodać Teatr Capitol, gdzie bilety na „Mistrza i Małgorzatę” wyprzedane są do końca marca. Nie zapominajmy też o Festiwalu Teatralnym Dialog – wydarzeniu trudnym często w odbiorze, a budzącym wielkie zainteresowanie.

A wystawa brueghelowska w Muzeum Miejskim? Jesteśmy ukulturalnieni, że hej, a pan prezydent chce jeszcze?

– Dane, jakimi dysponujemy z badań, mówią o 8-9-procentowym udziale w kulturze i wskazują, że na tle innych miast pozytywnie się wyróżniamy. Mamy jednak bardziej ambitne cele. Chcielibyśmy podskoczyć na poziom 15-16 procent. Z jednej strony chodzi o to, aby część z tych 15 czy 16 procent to był tzw. aktywny udział w kulturze, czego przykładem jest wspomniana przez panią dyskusja o „Kronosie”. Rzecz w tym, aby kulturę nie tylko konsumować, ale żeby się pokłócić o nią, porozmawiać, a może samemu zacząć coś robić? To jeden aspekt, a drugi to udział pasywny, bo zwiedzanie galerii obrazów ze swej natury jest udziałem w kulturze pasywnym. Bardzo mi zależy, aby wytworzyć we Wrocławiu obyczaj, jaki obserwujemy w krajach zachodnich, gdzie muzea stają się przestrzenią spacerową. Przychodzę do muzeum nie po to, aby za każdym razem przejść to muzeum całe, ale dlatego, że mam ulubiony obraz czy miejsce. Z tego powodu, od początku stycznia tego roku, wstęp do wrocławskich muzeów miejskich jest za darmo.

To piękny pomysł!

– Już wyjaśniłem, o co chodzi z „uwspólnieniem” miasta, a teraz wróćmy jeszcze na moment do wymiaru kulturowego ESK. Otóż mamy dwa projekty, które są dla nas bardzo ważne i pokazują wymiar szerszy niż kulturalny, czyli wymiar kulturowy. To po pierwsze – projekt „Szkoła w mieście”, który w sposób zorganizowany część zajęć umieszcza poza przestrzenią szkoły. Chodzi o to, że jesteśmy wystarczająco dużym i bogatym w różnorodne instytucje miastem, aby zajęcia teatralne można było prowadzić w teatrze, a niekoniecznie w klasie. Chodzi nam o budzenie iskry, o zaszczepianie pewnych zwyczajów uczestniczenia w kulturze. To jeden projekt, a drugi to WuWa 2, inaczej nazywana Nowymi Żernikami czy Osiedlem Europejskiej Stolicy Kultury; nieopodal stadionu, na wrocławskich Żernikach, ma powstać drugie w historii Wrocławia wzorcowe osiedle architektoniczne. Pierwszym takim osiedlem był efekt wystawy Wohnung und Werkraum.

Czyli mieszkanie i miejsce pracy.

– Tak, pierwsza WuWa powstała w latach 20. dwudziestego stulecia, a teraz, zbliżając się do lat 20. dwudziestego pierwszego wieku, chcemy zbudować nową WuWę, czyli wzorcowe osiedle, pokazujące wiele walorów ekologicznych i nowoczesne rozwiązanie przyjaznej dla ludzi przestrzeni.

Jaka będzie największa korzyść z ESK dla miasta? Czy to, że się wypromujemy w całej Europie?

– Korzyści będą dwie. Pierwsza to korzyść wymierna, związana właśnie z wypromowaniem się w Europie. Chodzi o bardzo prostą rzecz – Wrocław jest odwiedzany przez mniej więcej 3 miliony turystów, natomiast Kraków, miasto dużo bardziej znane – przez 6, może 7 milionów rocznie. Piastowanie tytułu Europejskiej Stolicy Kultury w roku 2016 to szansa na to, że do Wrocławia przyjedzie 4, a może 4,5 miliona ludzi. A turyści to wymierna korzyść ekonomiczna. Drugą korzyścią ma zaś być to, że w wyścigu wielkomiejskim wygrają miasta spełniające dwa warunki. Po pierwsze – te, które mają duży potencjał osadniczy, czyli przyciągają ludzi chcących tutaj pracować i mieszkać, i to się chyba we Wrocławiu dzieje, a po drugie – te, które będą miały wysoki kapitał społeczny, czyli zdolność kooperowania. A ów kapitał powstaje właśnie przez to, o czym rozmawiamy – uwspólnienie pewnych rzeczy i kultura to bardzo dobre narzędzie do budowania kapitału społecznego.

A kto wymyślił Afrykarium w naszym zoo? To genialny pomysł, doświadczenie posiadaczy takiej atrakcji wskazuje, że liczba turystów rośnie ogromnie…

– Afrykarium wymyślili wrocławianie! Siedem lat temu zapytaliśmy mieszkańców co chcieliby mieć we Wrocławiu. Na bardzo wysokiej pozycji pojawiło się delfinarium i to był impuls, aby zacząć myśleć na ten temat. Zadanie myślenia zostało powierzone Radosławowi Ratajszczakowi, ówczesnemu dyrektorowi zoo, dziś prezesowi spółki, i on twórczo przerobił delfinarium na coś jeszcze ciekawszego, czyli Afrykarium, gdzie będą mieszkać dziesiątki gatunków zwierząt. Uważam, że Afrykarium będzie tak dużą atrakcją, że trzeba będzie usprawnić ruch, czyli wybudować most na Wielką Wyspę, ale to już zadanie tego, kto będzie decydował o tym w następnej kadencji.

I tu oczywiste pytanie: czy będzie pan startował wyborach 2014?

– Będę startował, ale werdykt należy do wyborców.

Ma pan wizję Wrocławia za lat – na przykład – dwadzieścia? W następnej perspektywie unijnej są pieniądze na rewitalizację dużych miast…

– Wydaje mi się, że nasz projekt rewitalizacji Nadodrza jest bardzo udany. Rewitalizacją objęto zarówno mury, jak i tkankę społeczną. Jest jeszcze bardzo dużo do zrobienia, ale urok i życie wróciło do części Nadodrza! Bardzo chcielibyśmy powtórzyć ten eksperyment, np. na Przedmieściu Oławskim. Poza tym, tak jak teraz rewitalizujemy Psie Pole, chcielibyśmy zrewitalizować Leśnicę. A jeśli chodzi o Wrocław w dłuższej perspektywie? Trzeba pamiętać, że aby miasto było miastem żywym, kultura powinna przeplatać się z innowacją. Jeśli zaś chodzi o jakość życia, bardzo ważna jest nie tylko praca i mieszkanie, ale i czas wolny, więc trzeba dbać tak o kulturę, jak i tworzyć możliwości różnych form aktywności. I jeszcze jedna niezwykle istotna sprawa – mobilność, bo mieszkańcy muszą mieć możliwość dobrego przemieszczania się między domem a miejscem pracy, szkołą, teatrem, boiskiem. To będzie bardzo ważne w następnych latach.

I ostatnie pytanie – czysto emocjonalne. Czy czasem, gdy patrzy pan choćby na zwyczajne we Wrocławiu stare kamienice, myśli pan: kocham to miasto?

– Tak! Wracam ze starej WuWy, gdzie otworzyliśmy zrekonstruowane stare przedszkole, dziś siedzibę Dolnośląskiej Izby Architektów. Na to wydarzenie przyjechał szef Izby Architektów RP, który powiedział: „Bardzo wam zazdroszczę i gratuluję entuzjazmu i miłości”. To piękne słowa. Wrocławianie pokochali i bardzo silnie wzięli w posiadanie miasto i nie zrażają się tym, że część jest już piękna, ale część – jeszcze nie.

Ale będzie piękna?

– Będzie!

Rozmawiała Anita Tyszkowska


Generalnie w ESK najważniejsze są dwie sprawy – pierwsza to wymiar nie tyle kulturalny, co kulturowy tego przedsięwzięcia. A druga rzecz to pytanie, na ile uda się nam poprzez ESK „uwspólnić” miasto Wrocław.