niedziela, 18 kwietniaKrajowy Przegląd Samorządowy
Shadow

Wiosna w operze

Przełom marca i kwietnia we wrocławskiej operze to czas klasyki. A operowa klasyka to coś, co wielbiciele tej cudownej sztuki kochają. Pochód tej klasyki przez wrocławską scenę zaczyna się 21 marca Kawalerem srebrnej róży Richarda Straussa.

Kawaler…, którego premiera przygotowana przez Georga Rooteringa odbyła się w grudniu 2014 we wrocławskiej operze, to – jak napisał po premierze Jacek Marczyński – „połączenie lekkiej komedii z wyrafinowaną sztuką najwyższego lotu”. Nic dodać, nic ująć – niby lekka historyjka o miłości, zabawna komedia omyłek, ale także – głębokie pytanie o upływ czasu i o granice, jakie wolno sobie w miłości wyznaczyć… A do tego muzyka wielkiego Richarda Straussa, którego operowe dzieła – trudno pojąć dlaczego – tak rzadko trafiają na polskie sceny. Wrocławski spektakl zamknął Rok Straussa, obchodzony w roku 150-lecia urodzin genialnego kompozytora, a jego twórcy i wykonawcy pokazali, że tę rzadko wykonywaną muzykę czują świetnie i głęboko.

Kolejny klasyk to, 22 marca, Traviata Giuseppe Verdiego. Dzieje miłości niemożliwej i najsłynniejsza chyba aria – Libiamo, libiamo… Wrocławski spektakl wart jest obejrzenia, bo został przez Adama Frontczaka przyrządzony bez szczególnych teatralnych fajerwerków, co tej akurat operze na dobre wychodzi. Na premierze (kwiecień 2013) partię Violetty zaśpiewała Anna Lichorowicz i była to Violetta wspaniała! I dalej jest to Violetta cudowna, obdarzona wyjątkowym głosem i aktorskim talentem.

Dziewiąty kwietnia to kolejna szansa na spotkanie z wielką klasyką – Rycerskość wieśniacza Pietro Mascagniego i Pajace Ruggiero Leoncavalla to operowe hity. Rycerskość…, która premierę miała 17 maja 1890 roku, jest opowieścią o miłości, zazdrości i chłopskim honorze. Pajace z kolei (premiera 10 marca 1892) to dzieje miłości, zazdrości i honoru komedianta. Obie premiery były sukcesami, na obu publiczność szalała…. Tak zaczął się triumfalny marsz obu dzieł przez światowe sceny. Marsz wspólny, bowiem Rycerskość… była zbyt krótka, aby wypełnić cały wieczór, więc – jak w „Tysiąc i jednej operze” pisze Piotr Kamiński – „powiązano utwór na wieki wieków z Pajacami Leoncavalla”. Waldemar Zawodziński (reżyser i scenograf) na wrocławskiej scenie poszedł jeszcze dalej – Rycerskość… i Pajace połączył w swego rodzaju jedność; stworzył wspólną, niezwykle efektowną przestrzeń białoszarej wioski, gdzie w Rycerskości… toczy się misterium mszy, a w Pajacach – misterium teatralnej sceny. Rezultat jest olśniewający! Także w sferze muzycznej – do dziś brzmi mi w uszach słynny przebój (bo jak to inaczej nazwać?) Vesti la giubba w wykonaniu Nikołaja Dorożkina…

To tylko trzy propozycje na wczesnowiosenny wieczór w Operze Wrocławskiej. Łączy je to, że są znakomitymi przedstawieniami i że – jak wiosną przystało – opiewają miłość ze wszystkimi jej zwycięstwami i porażkami.

Anita Tyszkowska