wtorek, 13 kwietniaKrajowy Przegląd Samorządowy
Shadow

Wchodzimy w nowy rok…

Wchodzenie w nowy rok to często dla teatru coś w rodzaju nowego otwarcia – owszem, sezon trwa, gramy to, co graliśmy, ale niedługo – premiera! Do tego modelu – choć oczywiście mocno przez pandemię wykrzywionego – stosuje się i Wrocławski Teatr Komedia.

Czyli najpierw spektakl, którym WTK zawsze podrywał publiczność do tzw. stojaka, czyli owacji na stojąco. Tym razem jednak poderwiemy się nie z teatralnego fotela, ale z domowego kanapy – bowiem 16 stycznia zobaczymy Krzysztofa Kędziory Rubinowe gody w systemie online & live. Grażyna i Marian obchodzą czterdziestolecie małżeństwa – rubinowe gody właśnie. Córka w prezencie funduje im weekend w luksusowym hotelu, z którego supertechnologią – jak choćby włączaniem światła – nie mogą sobie poradzić. A pod łóżkiem ktoś się czai… W sumie sztuka Kędziory to dwie opowieści: o miłości oraz o polityce i politykach. Przedstawiciel tej klasy (czy kasty?) objawia się nagle – wyłażąc właśnie spod łóżka – w koszulce i samych gatkach.

Przede wszystkim jednak Rubinowe gody to aktorska rewelacja! Małgorzata Szeptycka jako Grażyna jest pełna werwy, pełna chęci zbadania owego niezwykłego dla rubinowej pary świata. Paweł Okoński to Marian, wyciszony, człowiek nieskomplikowany, ale nie prosty, zwyczajny, lecz gdzieś w środku pełen uczuć, oddania, miłości… Poseł Kochanek (Rafał Kwietniewski) to trzecia świetnie zagrana postać. A jest i czwarta – najbardziej komediowa, czyli Radosław Kasiukiewicz jako Danny, namolny hotelowy boy, postać malownicza niezwykle, która na koniec zmienia się… W kogo? Tajemnica!

– Cóż, gramy do pięciu kamer, wszyscy wokół nas są w maseczkach – mówi współdyrektor Komedii, Wojciech Dąbrowski. – To się wszystko dzieje na żywo, ale brak nam bardzo reakcji publiczności… Gramy jakby sami dla siebie, a to ciekawe doświadczenie – dodaje.

Tak czy inaczej następną premierę jej twórcy bardzo chcieliby pokazać na scenie, przy pełnej widowni…

– Przygotowujemy Petera Quiltera Judy. Na końcu tęczy, sztukę, która opowiada o ostatnich miesiącach życia Judy Garland – mówi Wojciech Dąbrowski.

Londyn, hotel Ritz, kariera wspaniałej aktorki powoli gaśnie… Od dziecka faszerowana lekami – wzmacniającymi, uspokajającymi i znów pobudzającymi – umiera, mając 47 lat po przedawkowaniu leków. Towarzyszą jej ostatni, piąty mąż, oraz przyjaciel – pianista. O dramacie, jaki do śmierci wielkiej artystki doprowadził, opowiada sztuka Quiltera, przeplatana oczywiście wspaniałymi przebojami Garland. Przywołał ten dramat niedawno film Judy, z Renée Zellweger, nagrodzoną Oscarem za rolę Judy.

– Nie, nie widziałem filmu – uśmiecha się Wojciech Dąbrowski. – Nie oglądam realizacji tego, co chcę zrobić… Widzę spektakl jako musical, autor poprawił go tak, że ma taką formę jak na Broadwayu. Warto podkreślić, że piosenki Garland tłumaczy dla nas Michał Rusinek, a muzykę aranżuje Bartek Pernal. To będzie spektakl uniwersalny, spektakl o kondycji artystów, opowieść nie tylko o Judy, ale o tych wszystkich, którzy odeszli za szybko, jak choćby Michael Jackson, Freddie Mercury czy Amy Winehouse… Być może więc zagramy go pod tytułem Na końcu tęczy, bez Judy.

Już w tej chwili widać, że bardzo silną stroną przygotowywanej premiery będą wykonawcy: Judy Garland zagra Justyna Szafran, a towarzyszyć jej będą na scenie Paweł Okoński i Mariusz Ochocimski, nietrudno więc przewidzieć, że trzy postaci z Judy. Na końcu tęczy spełniają starorzymską zasadę, iż omne trinum perfectum (wszelka trójca jest doskonała)… Kiedy premiera? – Koniec marca – mówi Wojciech Dąbrowski. – Ale tylko wtedy, gdy będziemy mogli mieć komplet na widowni…

Czego sobie i innym teatromanom oraz oczywiście WTK serdecznie życzę, bo wejście w nowy rok to przecież czas życzeń.

A na razie bacznie śledźmy stronę www.teatrkomedia.com.

Anita Tyszkowska