Zaczął się nowy rok, tradycyjnie we Wrocławskim Teatrze Komedia świętowany premierą. A tym razem ta premiera to coś bardzo dla nas, widzów Komedii, superważnego – bowiem to druga część niezwykle ciekawej analizy małżeńskiego życia, czyli Rubinowe gody 2 Krzysztofa Kędziory. A na scenie pojawią się i Rubinowe gody te pierwsze…
Oto Rubinowe gody pierwsze: (1, 15 marca) – Grażyna i Marian obchodzą czterdziestą rocznicę ślubu… Czyli rubinowe gody. Córka w prezencie funduje im weekend w luksusowym hotelu. A oni w tych luksusach nie są w stanie zorientować się w superrozwiniętej technologii – nie wiedzą, jak włączyć światło, otworzyć drzwi, spuścić wodę… Ale poza tym są życzliwymi, pogodnymi, dobrymi ludźmi, choć nieco różnymi. Ona jest ciekawa świata, on – przeciętny Polak, który woli gazetę, piwko, telewizornię. A rubinowy wyjazd pozwala kochającej się parze na omówienie problemów, niedopowiedzeń małżeńskich, miłości właśnie. I na ważne postanowienia – wszak już emerytura, więc warto coś w życiu zmienić, warto mieć plany, marzenia… Ale nie tylko o miłość w sztuce chodzi. Rubinowe gody to także bardzo kpiąca opowieść o polityce i politykach. W sumie – znakomity teatr, co bawi i uczy. A czego nauczył Grażynę i Mariana? Tego dowiemy się z Rubinowych godów 2 (6 marca), które także są opowieścią o zmieniającym się świecie. Grażyna i Marian kolejne – szóste już – klejnotowe gody świętowali na greckiej wyspie Santorini. A potem znaleźli się w hotelu Maximus, doskonale i niedoskonale im z rubinowych godów znanym…

Ale świat się zmienia. Teatralny opis Godów 2 coś o tym opowiada: „Spektakl Rubinowe Gody 2 autorstwa Krzysztofa Kędziory w reżyserii Wojtka Dąbrowskiego to błyskotliwa kontynuacja historii, w której codzienność bohaterów nabiera teatralnego rozmachu, a zwykłe rozmowy przeradzają się w pełne humoru i emocji starcia”. Czyli ciąg dalszy małżeńskiego świętowania i opisu walk o małżeńską jedność. I problemów z tymi, którzy w hotelu Maximus Grażynę i Mariana otaczają.
Oba Rubiny zaś łączy jedno – aktorsko i reżysersko są to prawdziwe popisy na szóstkę z plusem.
Ale nim przyjdzie marzec, przed nami koniec lutego, a z nim Przekręt wSPAniały Dave’a Freemana, czyli także opowieść o międzyludzkich – także małżeńskich – stosunkach i problemach. 28 lutego marca na scenie WTK pojawią się wplątani w niezwykłe ambarasy i zamieszania bohaterowie straszliwie pomieszanej historii. Oto SPA – jakże dla wielu z nas znane miejsce! Leczą tu i głodzą – ach, te marzenia o czekoladowym herbatniku, jakie otulają jednego z bohaterów! Gimnastykują, poganiają i pouczają. Pływa się i w sportowe gry grywa… W SPA wciąż dzieje się obłędnie dużo. Otóż jedna z bohaterek, piękna Julia, owdowiała – tragiczny wypadek samochodowy, tak tragiczny, że ciało męża się nie odnalazło. Jakże bolesne pożegnanie… Ale otrząsnęła się, wyszła za mąż. Wysokie bardzo odszkodowanie z ubezpieczenia to była pewnie jakaś pociecha. Ale nagle Sidney, mąż-nieboszczyk Julii, okazuje się być jak najbardziej żywym. Czyli żadnych tam odszkodowań! A z odszkodowania SPA powstało… Sytuacja się kręci, w tle – manekin i wielbłąd. A generalnie – wspaniały przekręt, tylko jakoś taki nie do ogarnięcia. Absurd goni absurd, szaleństwo goni szaleństwo… A twórcy WTK wychodzą z tego zamieszania bardzo zgrabnie! Wydobywając z Przekrętu to, co w nim teatralnie skomplikowane, to, co komediowe i to, co farsowe. To też spektakl na szóstkę z plusem.
Komedia to bardzo trudny teatralny gatunek, a farsa, którą komedia często się wspiera – jeszcze trudniejszy. WTK jednak doskonale sobie z owymi trudnościami radzi.
A ja radzę wybrać się na zimowe spektakle – grzeją, rozbawią, wzruszą i dadzą do myślenia.
Anita Tyszkowska