niedziela, 2 październikaKrajowy Przegląd Samorządowy
Shadow

Rusza nowy sezon

Rusza nowy sezon teatralny, a wraz z nim ruszają do teatrów widzowie. Sierpień z Komedią pozwolił co prawda w wakacyjnej przerwie teatralnie się nacieszyć, ale teraz czeka nas repertuarowa normalność. Zapraszamy więc do Wrocławskiego Teatru Komedia, aby uśmiechem rozjaśnić trudny czas, jaki wciąż z nami jest.

Bywają jednak takie okoliczności rodzinne, którym nawet trudny czas nie zaszkodzi – na pewno należą do nich małżeńskie rocznice. Takie jak choćby rubinowe gody, czyli czterdziestolecie małżeńskiej wspólnoty. Pokazują nam to pięknie bohaterowie Rubinowych godów Krzysztofa Kędziory (16, 17, 18 września), małżeństwo Grażyny i Mariana. Córka w prezencie funduje im weekend w luksusowym hotelu. Tylko że oni w tych luksusach nie są w stanie zorientować się w superrozwiniętej technologii: nie wiedzą, jak włączyć światło, otworzyć drzwi… Ale to drobiazgi – najważniejsze, że są życzliwymi, dobrymi ludźmi, choć nieco różnymi. Grażyna jest pełna werwy, pełna chęci zbadania owego niezwykłego dla rubinowej pary świata. Marian – wyciszony, nieco zamknięty w sobie, jakby tym wszystkim zakłopotany… Ale jedno ich łączy – są pełni miłości, bo to tak naprawdę sztuka o tym, jak miłość się zmienia, ewoluuje, i o tym, że warto mieć marzenia i marzenia te spełniać. Tak jak rubinowa para, która pojawiła się na scenie w czasie sierpniowego spektaklu – prawdziwi jubilaci, których radość dowodzi, że na rubinowe gody warto czekać!

Ale nie tylko o miłość w sztuce chodzi: Rubinowe gody to także kpiąca opowieść o polityce i politykach. Przedstawiciel tej klasy objawia się nagle – wyłażąc spod łóżka – w pokoju Grażyny i Mariana, a jest jeszcze Danny, namolny hotelowy boy, postać malownicza niezwykle, która na koniec zamienia się… W kogo? Tajemnica!

Drugi z wrześniowych spektakli (22, 23, 24, 25 września) to także małżeńska saga, ale bardzo, bardzo inna. Pomoc domowa Marca Camolettiego jest czymś w rodzaju kontynuacji wielkiego przeboju Komedii, tegoż Camolettiego sztuki Boeing, Boeing. Bohaterowie są ci sami, ale sytuacja inna – Maks ożenił się z Jolą, Nadia prowadzi ich dom… Małżonkowie jednak z dawnych – erotycznie swobodnych – nawyków wyjść nie mogą i każde z nich chce mieć kochanka (kochankę). Ale jest Nadia, która – tak jak w Boeingu… – potrafi ogarnąć każde zamieszanie. A zamieszanie jest potężne! Małżonkowie niby opuszczają mieszkanie, ale tylko niby, kochankowie (potencjalni) po tym mieszkaniu jak po swoim wędrują. Lekko nie jest biednej Nadii, która – bo to kobieta mądra – czuje, jak autentyczne uczucie łączy Jolę i Maksa i w imię obrony tegoż uczucia wywija piruety, godne Mai Plisieckiej. Oczywiście – piruety na bystrym pomyślunku i dobrym sercu, a nie baletowych pointach oparte. Tak naprawdę Pomoc… jest także opowieścią o miłości, o tym, że trzeba o nią walczyć. I opowieścią o przyjaźni – bo to, co robi Nadia, jest właśnie przyjaźni wielkim dowodem.

I jeszcze jedna obu spektakli wspólnota – znakomite aktorstwo. I Rubinowe gody, i Pomoc domowa są dowodem na to, że komedia to bardzo trudny i wymagający gatunek, z którym zespół WTK świetnie sobie radzi. Oba spektakle znakomicie bawią, ale równie znakomicie dają do myślenia o uczuciach, które w życiu naszym są najważniejsze.

Ata