Krajowy Przegląd Samorządowy

Operowe szaleństwo

Arcyopera Mozarta, Don Giovanni, powróciła na wrocławską scenę dokładnie w pięćdziesiątą rocznicę swojej wrocławskiej powojennej premiery i w osiem lat po ostatnim wrocławskim spotkaniu z wielkim uwodzicielem.

Czy Don Giovanni to opera buffa (jak napisał na partyturze Mozart), czy dramma giocoso (wesoły dramat), jak często widzą go reżyserzy i ludzie opery? To sprawa spojrzenia na mozartowskie dzieło – André Heller-Lopes, który spektakl wrocławski przygotował, zobaczył Don Giovanniego jako opowieść z gruntu dramatyczną, której bohaterowie, tknięci szaleństwem, znaleźli się w azylu dla obłąkanych, urządzonym w bibliotece barokowego pałacu-klasztoru w Mafrze, w Portugalii. Kiedy to się stało?

Opera Wrocławska
Don Giovann

– Akcja rozgrywać się może w wieku XVII – mówi Heller-Lopes – ale przede wszystkim rozgrywa się w naszych głowach…

Na scenie – wspaniała biblioteka, zastawiona piętrowymi łóżkami dla chorych. Ci łapczywie czytają książki i tonąc w świecie fikcji – bo od świata realnego są przecież odcięci – mentalnie zamieniają się w ich bohaterów. Tak dzieje się i z Don Giovannim, opętanym seksualnością, agresywnym i narcystycznym, który próbuje wślizgnąć się do łóżka Donny Anny – uważa się przecież za słynnego uwodziciela, któremu kobiety się po prostu należą! Donna Anna broni się, broni jej też Komandor, dyrektor azylu. Don Giovanni rani go żelaznym prętem… Zginął! Tak przynajmniej sądzi Don Giovanni i tego jest pewna Donna Anna, która pogrąża się w rozpaczy, bo Komandora uważa za ojca. Leporello – pielęgniarz, opiekun Don Giovanniego – usiłuje jakoś to wszystko ogarnąć, ale nie jest łatwo, a uspokoić musi także Donnę Elwirę, porzuconą kochankę Giovanniego, która wciąż ma co do niego złudzenia… Pojawia się słynna aria Madamina, il catalogo è questo, w której Leporello wylicza Elwirze – chcąc ją do miłości do swego podopiecznego zniechęcić – wszystkie jego kochanki. A jest ich prawie dwa tysiące!

Wszyscy pacjenci są coraz bardziej pobudzeni. Papież błogosławi coraz szybciej, balerina kręci piruety, król wywija mieczem, Don Giovanni staje się coraz bardziej agresywny… Komandor próbuje ich uspokoić, wydobyć z opętania, w jakie wprowadziła ich ucieczka w literacką fikcję.

André Heller-Lopes buduje ów zaburzony świat tak, że staje się on wiarygodny. Wszystko jest szaleństwem – Donna Elwira ucharakteryzowana na Fridę Kahlo, meksykańską malarkę słynącą z ekstrawagancji, Don Giovanni otulony poncho Arthura Bispo do Rosário, brazylijskiego artysty – schizofrenika, który przez pół wieku żył i tworzył w szpitalu psychiatrycznym… Świat wyobraźni i świat szaleństwa – spektakl, który ma wiele warstw i na wiele sposobów daje się odczytać, ale owo szaleństwo nadaje mu niezwykły wymiar.

– Kiedy na okrągło czytałem libretto Da Pontego, byłem zaskoczony, jak wiele kwestii zawartych w tym tekście odnosi się do szaleństwa. (…) I te sformułowania poprowadziły mnie naprzód – mówi w programie spektaklu Heller-Lopes.

I jeszcze jedno – folklor południowoamerykański jako „inscenizacyjny pazur” (tak określił rzecz reżyser): Zerlina i Masseto na przykład wywodzą się z folkloru peruwiańskiego i boliwijskiego, a sam Don Giovanni odzwierciedla wspomnianego już Arthura Bispo do Rosário.

Te szalone inspiracje znakomicie się sprawdziły – André Heller-Lopes pokazał świat niezwykły, który scenografia Renato Theobaldo uwiarygodniła. Nie zawiedli też śpiewacy – Tomasz Rudnicki jako Don Giovanni i Marco Camastra – Leporello – stworzyli prawdziwie szalony duet. Świetna Zerlina (Iwona Handzlik), bardzo dramatyczna Donna Anna (Tatiana Gavrilova), znakomita także aktorsko Donna Elwira (Bożena Bujnicka)… Orkiestrę poprowadził Marcin Nałęcz-Niesiołowski.

Wszyscy wykonawcy stanęli na wysokości bardzo trudnego zadania. Trudnego – bo to i arcyopera wielkiego Wolfganga Amadeusza, i wizja sceniczna André Heller-Lopesa, mocno teatralno-operowym stereotypom się wymykająca.

W sumie – spektakl, który operoman absolutnie powinien zobaczyć.

Anita Tyszkowska