niedziela, 21 lipcaKrajowy Przegląd Samorządowy
Shadow

Nikiszowiec. Pomysł na weekend

Tego miejsca mieszkańcom Katowic, Tychów, Rybnika przedstawiać nie trzeba. Warto jednak, by odwiedzili je również mieszkańcy innych regionów Polski. Napisać, że warto tu być, to jakby nic nie napisać.

Cyklicznie na łamach naszego miesięcznika polecamy czytelnikom różne miejsca warte odwiedzenia i poznania. A jest ich w Polsce bez liku. Trzeba tylko chcieć je odnaleźć. Moim zdaniem jednym z takich jest katowicki Nikiszowiec. Pomysł na weekendowy wypad świetny, a połączyć go można z innymi atrakcjami znajdującymi się w okolicy (Muzeum Śląskie w Katowicach, Sztolnia Czarnego Pstrąga i Kopalnia Srebra w Tarnowskich Górach, kopalnia Guido w Zabrzu, Park Śląski w Chorzowie z centrum astronomicznym, wesołym miasteczkiem i ogrodem zoologicznym, radiostacja w Gliwicach, Tyskie Browarium i wiele innych).

Czerwone róże na fasadzie… To znaczy, że jesteśmy na miejscu

Nikiszowiec, do odwiedzenia którego gorąco zachęcam, w 2011 roku został wpisany przez prezydenta RP do rejestru Pomników Historii. Kiedy zobaczysz wokół czerwone parapety i obramowania okienne. Gdy zauważysz czerwone róże wymalowane na fasadzie. Jeśli gdzieś w kąciku jednej czy drugiej ulicy natrafisz na beboka (dzisiaj już nie straszy, raczej wita i psoci)… To znaki, że trafiłeś i jesteś na Nikiszowcu. Bez wątpienia najsłynniejszym katowickim osiedlu. Miejscu, które zadziwia i sprawia, że trudno się je opuszcza. A to przecież stare, mające ponad sto lat robotnicze osiedle. Cuda? Trochę tak.

Osiedle Nikiszowiec powstało w pierwszych dwóch dekadach ubiegłego stulecia. Powstało dla górników kopalni Giesche (później Wieczorek). Do dzisiaj osiedle przetrwało w prawie niezmienionej formie. Niestety, zupełnie inny los dotknął znajdujący się nieopodal Giszowiec, który decyzją komunistycznych władz na przełomie lat 60. i 70. ubiegłego stulecia w większości został wyburzony, robiąc miejsce szkaradom z wielkiej płyty. A do historii PRL-u przeszedł również dzięki temu, że w 1981 roku 12-osobowa grupa młodzieży z Giszowca uprowadziła samolot LOT do Berlina Tempelhof.

Beboki to jeden z nowych symboli Nikiszowca

Wróćmy jednak do Nikiszowca. Jest to osiedle będące wyjątkowym przykładem osiedla patronackiego. Swoją niezwykłość zawdzięcza unikatowemu układowi przestrzennemu i architektonicznemu rozmachowi. Osiedle pełniło nie tylko funkcje mieszkalne. Powstały tu także kościół (ciekawy neobarok), szpital, szkoła, przedszkole, gospoda, pralnia z maglem, sklepy… W budynku dawnej publicznej pralni i magla znajduje się obecnie Oddział Muzeum Historii Katowic – Dział Etnologii Miasta. W Nikiszowcu wybudowano trzykondygnacyjne ceglane bloki, tworzące czworoboki z ogromnymi wewnętrznymi dziedzińcami. Mieszkańcy mieli tam komórki, były piece chlebowe, place zabaw dla dzieci i bardzo dużo zieleni. W efekcie powstało dziewięć takich budynków. Ta uporządkowana, geometryczna struktura tworzy imponujący obraz, szczególnie kiedy mamy okazję obejrzeć to osiedle z lotu ptaka (chociażby na zdjęciach).

Wyjątkowość Nikiszowca sprawiła, że dzisiaj stał się miejscem szeregu działań o charakterze kulturalnym i turystycznym. Znalazł się na Szlaku Zabytków Techniki. Tutaj swoje miejsce odnalazło również co najmniej kilkanaście grup twórczych promujących lokalność i dziedzictwo tego miejsca. Nie można na przykład ominąć Manufaktury Kryska Designe przy ulicy św. Anny, gdzie dowiedzieć się można wielu ciekawych historii o tym miejscu. Bo Nikiszowiec to nie tylko architektura, burzliwa historia, ale przede wszystkim ludzie. Bo miejsca tworzą ludzie. Kiedyś m.in. tacy jak członkowie Grupy Janowskiej, czyli koła malarzy nieprofesjonalnych założonego w latach 30. XX wieku przez Teofila Ociepkę. Dzisiaj chociażby ci, którzy wspierają jego rozwój.

Nikiszowiec to wyjątkowe miejsce nie tylko na mapie Katowic

Nikiszowiec to także arcyciekawe miejsce na kulinarnym szlaku Katowic. Niestety, stolik w głównej restauracji osiedla, gdzie czeka śląski klasyk (wiadomo – rolada wołowa), pierogi z pieczoną kaczką czy gumiklejzy ze szparagami trzeba rezerwować z wyprzedzeniem.

Damian Bukowiecki

Zdjęcia Tomasz Miarecki