poniedziałek, 18 październikaKrajowy Przegląd Samorządowy
Shadow

Niechlów: Trzynasty, ale udany

Rozmowa z Janem Głuszką, wójtem gminy Niechlów

We wrześniu przez całą Polskę tradycyjne przetacza się fala dożynkowa dziękowania Bogu za dobre plony i ochronę przed kataklizmami, uhonorowania rolników za ich niełatwą pracę, a także zwykłej ludzkiej radości w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku. W tym roku na dożynkach jak zawsze ludzie się radują, ale zabawie nierzadko towarzyszy niepokój i zmartwienie z powodu bardzo niskich cen płodów rolnych.

– Gminno-parafialne dożynki mieliśmy na początku września w Sicinach, a wcześniej – dożynki sołecko-parafialne w Żuchlowie. Dożynki w Sicinach były dobrze zorganizowane. Mszę świętą dziękczynną w kościele parafialnym pw. św. Marcina w Sicinach celebrował – przy koncelebrze księży z dekanatu górowskiego – proboszcz parafii Siciny ksiądz kanonik Tadeusz Śliwka, a starostami dożynek byli Kazimiera Żuk z Sicin i Gerard Urban z Wronowa. Wieńce dożynkowe z kłosów zbóż, owoców i warzyw były naprawdę pracochłonne i bardzo piękne, podziwialiśmy również zespół „Wronowianki” i uczestniczyliśmy w obrzędzie dożynkowym. Był to także świetny czas na zabawę, rozstrzygnięcie wielu konkursów, występ Bartka Wrony z zespołem i zabawę taneczną. Trzeba jednak podkreślić, że podczas mszy w Żuchlowie i Sicinach księża mocno akcentowali ciężką pracę rolnika i zapłatę za nią, mówiąc, że to, co się stało w tym roku, to zwykła niegodziwość, bowiem ceny rzepaku i niektórych zbóż spadły prawie o 50 procent.

Niskie ceny związane są także z cenami na rynkach światowych, np. cenami na światowej giełdzie MATIF w Paryżu, urodzajem w Rosji i Brazylii. W ubiegłym roku ceny zbóż w Polsce były bardzo dobre.

– Staram się tonować negatywne emocje naszych rolników. Rzeczywiście, w ubiegłym roku ceny były przestrzelone i rynek zaszalał. W tym roku jest inaczej, ale np. ceny pszenicy i rzepaku są w Niemczech porównywalne do cen polskich. Mimo wszystko – mówię to jako rolnik i trudno to będzie wprowadzić w ramach wolnego rynku – kiedyś były ceny minimalne, które były tak ustanawiane, że nawet w razie jakichś kataklizmów rolnik mógł liczyć przynajmniej na zwrot kosztów nakładów. To moim zdaniem było uczciwe i powiązane z kontraktacją. Rolnik miał przynajmniej spokojną zimę, bowiem jak coś wyprodukował, to wiedział, gdzie to zawieźć i odstawić. Dzisiaj nawet te firmy, które podpisały umowy z rolnikami, potrafią jednostronnie odstępować od umów i często producenci zostają na lodzie. Inna sprawa, że dzisiaj na polskiej wsi – i o tym mówiłem także na dożynkach – są wielcy, mocni przedsiębiorcy rolni mający supersprzęt, którym mogą wszędzie dojechać i wszystko zawieźć i odstawić. Mają także magazyny do przechowywania, przesuszenia i przetrzymania. Ale jest druga grupa rolników indywidualnych i małych, mających maksimum 30 ha ziemi, i oni – ponieważ nie mają środków finansowych – bazują na sprzęcie, który nie jest ubezpieczony, ani nawet nie jest zarejestrowany. Nie mogą nim gdziekolwiek wyjechać, a poza tym często są w podeszłym wieku i po prostu boją się wyjechać na drogę. A na miejscu, u siebie, nie mają gdzie tego zboża i rzepaku odstawić. To jest problem niezauważalny dla naszego wielkiego rolniczego świata, problem bolesny i dotykający wielu rolników.

Nie ma nikogo, kto by im pomógł?

– Niewiele jest tych możliwości. U nas mamy taki zakład w Łękanowie, zajmujący się sprzedażą węgla, nawozów i na miarę swych możliwości skupujący zboże. Ten zakład jest zbawieniem i deską ratunkową dla naszych niektórych rolników, ale jest często niedoceniany.

Jaki był rok 2013 dla gminy Niechlów?

– Mimo, że trzynasty, ale bardzo udany: wiele widocznych w terenie inwestycji udało się zrealizować w ramach Dolnośląskiej Odnowy Wsi i Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich. To świetlice, wiaty, przystanki, szkoły… Nawet dożynki były współfinansowane ze środków zewnętrznych w ramach Lokalnej Grupy Działania.

Rozmawiał Sławomir Grymin