sobota, 23 styczniaKrajowy Przegląd Samorządowy
Shadow

Niech żyje, żyje nam!

Dziesiątego lipca Ogród Zoologiczny we Wrocławiu – najstarszy na ziemiach polskich, największy, jeśli idzie o liczbę wystawianych zwierząt i najchętniej przez ciekawych zwierzęcego świata odwiedzany – skończy lat 150. To piękny wiek i wspaniały jubileusz – te 150 lat to dwie wojny, potężne zmiany polityczne, ekonomiczne i kulturowe, ale i jedna rzecz niezmienna – ogromna ciekawość ludzi, którzy chcą na własne oczy zobaczyć mieszkańców dalekich dżungli, pustyń i mórz.

Wszystko zaczęło się w roku 1862, gdy z inicjatywy nadburmistrza Breslau, dra Juliusa Elwangera, powstał komitet organizacyjny ds. budowy zoo. Nie otrzymawszy ani dotacji państwowych, ani miejskich komitet powołał towarzystwo akcyjne z kapitałem 100 000 talarów. Po roku zebrano potrzebne na rozpoczęcie budowy 30 000 talarów, prace ruszyły i 10 lipca 1865 otwarto ogród dla zwiedzających. Władze miasta oddały ogrodowi teren daleko za miastem – bezludne naówczas okolice, gdzie w dzień powszedni dostać się można było konnym omnibusem, a w święta – statkiem pływającym po Odrze. Zwierzyniec był bardzo skromny – budki, stajenki, dwa drewniane pawiloniki dla małp i ptaków, a lwy, tygrysy i lamparty mieszkały w wozie cyrkowym. Wystawiano wówczas 189 zwierząt – między innymi lwy, daniele, lamy, niedźwiedzie, wielbłądy i jedną zebrę. Były to przede wszystkim – aż 165 okazów – dary mieszkańców miasta i okolic. Popularność ogrodu rosła, rosły i jego dochody, można więc było zakupić nowe zwierzęta. W roku 1875 zoo miało już 800 mieszkańców, był wśród nich słoń Teodor, odkupiony od londyńskiego zoo po trwającej trzy miesiące loterii fantowej, był jeleń ofiarowany przez Czartoryskiego i ryś, dar Pusłowskiego ze Słonima, książę Sułkowski z Rydzyny ofiarował zaś dwa dziki.

Zoo w Breslau szybko zyskało wierną publiczność, po dziesięciu latach mieszkało w nim już prawie 800 zwierząt, a od 1880 roku datuje się dynamiczny rozwój ogrodu zoologicznego, który już przed I wojną światową zaliczany był do wiodących placówek na świecie. Powstają pawilony ptaszarni, słoniarni i pawilon drapieżców. I tu warto wspomnieć, że historia wrocławskiego zoo to nie tylko dzieje jego zwierzęcych mieszkańców, ale także bardzo ciekawy fragment historii architektury – od dziewiętnastowiecznego historyzmu i eklektyzmu poczynając… Pierwsze pawilony zaprojektował Karl Lüdecke, autor odnowy wrocławskiego ratusza i katedry. Wśród „zoologicznych” projektów Lüdeckego jest m.in. twierdza niedźwiedzi, przypominająca zamczysko z basztami, i z belwederem, pozwalającym podziwiać widok Wrocławia. Zoo staje się ulubionym miejscem spacerowym wczesnych wrocławian. Na placu przed restauracją – wybudowaną w roku 1885 – często gra orkiestra wojskowa…

Wybucha I wojna światowa, a po niej nadchodzi kryzys gospodarczy. Te powojenne lata nie oszczędziły wrocławskiego ogrodu i w 1921 roku uległ on likwidacji, a jego tereny stały się ogólnodostępnym parkiem spacerowym. Ale zoo było ogromnie popularne, więc dzięki zaangażowaniu lokalnej społeczności, 1 maja 1927 roku zostało ponownie udostępnione publiczności i bardzo szybko dołączyło do światowej czołówki. W latach 1936-39 zostało zmodernizowane i powiększone. Warto wspomnieć o powstałych w latach 1936-37 wybiegach niedźwiedzi, które wówczas uważane były za najlepsze na świecie. Ich skaliste ściany są wierną kopią pokładów w strzegomskich kamieniołomach. Na szczególną uwagę zasługuje brama – która nie tak dawno odzyskała dawną świetność – zaprojektowana w roku 1936 przez Richarda Konwiarza, autora m.in. Stadionu Olimpijskiego we Wrocławiu i współpracownika Maxa Berga przy projektowaniu Hali Stulecia.

Ale nadeszła kolejna wojna, a wrocławski ogród nie uniknął wojennej apokalipsy. Jego niemiecka historia zakończyła się tragicznymi wydarzeniami w kwietniu i maju 1945 roku. „Wtedy – podczas oblężenia miasta przez wojska radzieckie – większość zwierząt zginęła, a budynki legły w gruzach” – pisze autor przewodnika po wrocławskim zoo, dr Leszek Solski. Pierwsza bomba spadła na ogród 7 października 1944, wojska radzieckie zaś stanęły u wrót miasta w styczniu 1945. Zgodnie z rozkazem Hitlera Wrocław – Festung Breslau – miał walczyć do krwi ostatniej. Mieszkańcy ogrodu nie mieli żadnych szans na przeżycie – gdy Breslau zamieniło się w Festung Breslau, przez 15 tygodni dzieliły straszliwy los mieszkańców miasta… Drapieżniki, a także m.in. słonie, zostały rozstrzelane, aby nie zagroziły ludziom w razie ucieczki z klatek czy wybiegów. Ptaki, które uciekły po zniszczeniu ptaszarni, przez czas krótki śpiewały na drzewach parku Szczytnickiego…

Ale wrocławskie zoo nie zginęło – odrodziło się w roku 1948, gdy 10 lipca zostało ponownie otwarte. Pomogła w tym wydatnie Wystawa Ziem Odzyskanych. Wystawa miała być chlubą ówczesnych władz, a zrujnowany teren zoo przecież z nią graniczył! I tak, dzięki Wystawie i dzięki ogromnej determinacji naukowców z Uniwersytetu Wrocławskiego, wrocławski ogród powstał z martwych. Dyrektorem zoo został Karol Łukaszewicz, który w roku 1947 przyjechał do Wrocławia z Krakowa i rozpoczął odbudowę. Wraz z pracownikami łatał i czyścił siatki – w niektórych było nawet po 150 dziur po kulach! Wiosną ruszyły remonty i w lecie można już było przywieźć do dawnego domu mieszkańców zoo, którzy trafili do innych ogrodów. W depozycie – m.in. w Łodzi i Poznaniu, znalazło się 167 zwierząt. Do dawnego domu wróciły tylko 62 okazy, bowiem nie wszyscy nowi właściciele uczciwie zwrócili otrzymane z wrocławskiego ogrodu zwierzęta. Osiemnastego lipca 1948 roku – tuż przed otwarciem Wystawy Ziem Odzyskanych, przy dźwiękach Roty śpiewanej przez zebranych – rektor Uniwersytetu Wrocławskiego, profesor Stanisław Kulczyński, przeciął wstęgę u bram zoo. Rozpoczęło się powojenne życie ogrodu… Było w nim wtedy zaledwie 150 zwierząt, w tym krajowe sarny, jelenie, borsuki i kuny, ale gościom ogrodu to nie przeszkadzało. W pierwszym roku zoo odwiedziło 300 000 osób! Przybywali nowi lokatorzy – w 1952 pierwsza w Polsce para małp człekokształtnych – orangutany Romeo i Cato, potem – pierwsza w kraju żyrafa. W roku 1954 miał wrocławski ogród największą frekwencję na świecie i znalazł się w światowej ogrodowej czołówce.

Gdy dyrektorem wrocławskiego ogrodu został w roku 1965 Antoni Gucwiński, zoo dalej się rozwijało. Powstały m.in. pawilon dla małp człekokształtnych (1975), woliera dla ptaków drapieżnych (1971) i wybieg dla tygrysów (2002). Prowadzona przez dyrektora Gucwińskiego i jego żonę Hannę telewizyjna audycja „Z kamerą wśród zwierząt” była prawdziwym hitem! Dzięki niej wrocławskie zoo było najpopularniejszym ogrodem w kraju. Ale jak to życiu bywa, przyszedł czas na zmiany…

W roku 2007 dyrektorem wrocławskiego ogrodu został, wygrywając konkurs, Radosław Ratajszczak – i w zoo wstąpiło nowe życie. Powstały nowe wybiegi, Pawilon Madagaskaru, Pawilon Sahary, Pawilon Terai, gdzie mieszkają m.in. mundżaki i nosorożce, Odrarium, prezentujące jakże nam bliską, a jak mało znaną rzekę i jej mieszkańców. Te działania poprawiły zdecydowanie warunki życia zwierząt i przyczyniają się wciąż do sukcesów w hodowli zagrożonych gatunków. Ale największym sukcesem – także frekwencyjnym, jak się po ponad pół roku okazuje – jest otwarte 26 października 2014 roku Afrykarium, którego budynek, zaprojektowany przez Pracownię ArC2 z Mariuszem Szlachcicem na czele, kontynuuje znakomitą tradycję doskonałej architektury wrocławskiego ogrodu. Afrykarium to unikat na skalę światową, bowiem prezentuje zwierzęta występujące na jedynym tylko kontynencie – w Afryce, i to nie tylko zwierzęta wodne, ale także lądowe, których życie i przetrwanie w wielkim stopniu zależy od wody.

Minęło 150 lat… Sto pięćdziesiąt lat historii burzliwej i spokojnej na przemian. Dziejów ludzi i zwierząt. Dziś wrocławskie zoo jest dumą nie tylko Dolnego Śląska i Wrocławia, konkuruje zwycięsko ze znanymi placówkami tego typu w całej Europie. Wrocławski stupięćdziesięciolatek to nowoczesna placówka naukowo-dydaktyczna (tak uczenie mówi się o ogrodach zoologicznych), która od stycznia do czerwca tego roku przyciągnęła już milion gości! Do końca roku będzie tych gości pewnie dwa miliony, a czeka na nich prawie 7000 mieszkańców ogrodu, reprezentujących ponad 560 gatunków, i piękna historia tego miejsca, zaklęta w dawnych pawilonach i starych drzewach. Niech więc wrocławski ogród zoologiczny żyje, żyje NAM! Bo dla nas, przychodzących doń tak chętnie, tak licznie, jest przecież przeznaczony… Dla nas i dla zwierząt, które chroni, gdy świat, coraz bardziej brutalny, wciąż wyklucza z siebie ich kolejne gatunki.

Anita Tyszkowska

 

Korzystałam m.in. z tekstu Wandy Dybalskiej „Zagłada i odbudowa wrocławskiego zoo” oraz „Kalendarza Wrocławskiego” 1973.