poniedziałek, 10 majaKrajowy Przegląd Samorządowy
Shadow

Największe ryzyko czai się za drzwiami

Jaki będzie nowy rok dla polskiej gospodarki? Takie pytanie stawiamy sobie cyklicznie co 12 miesięcy zaraz po tym, jak wystrzelą korki szampanów, czy też raczej nad Wisłą i Odrą – win musujących.

 

To pytanie jest bardzo ważne, bo pośrednio lub bezpośrednio przekłada się na życie każdego z nas. Dochody państwa, podatki, płynność finansowa firm, płace, stopy procentowe, ceny… To wszystko decyduje o standardzie naszego życia. I chociaż pieniądze na pewno są mniej ważne od wielu innych spraw, jak chociażby zdrowia, to jednak właśnie one w dużym stopniu decydują o tym, czy owo zdrowie – gdy zaszwankuje – uda się wyprowadzić na prostą. Tak, tak, poza finansami ważną sprawą są tutaj także ludzie, ich uczciwość, wrażliwość, empatia (z tym wszystkim borykamy się w Polsce od dziesięcioleci), ale to już zupełnie inny problem…


 

Niepotrzebna demolka

Wróćmy więc do prognoz gospodarczo-finansowych na najbliższe miesiące. Są one co prawda troszkę jak wróżenie z fusów czy ruletka, ale postanowiłem sięgnąć do opinii tzw. specjalistów z branży. Wśród wielu przewidywań często natykałem się na niepewność, która jednak wynikała nie tyle z realnej sytuacji gospodarczej, co raczej z emocjonalnego rozchwiania wewnętrznego w naszym kraju. Boje polityczne, dodatkowo absurdalnie nagłaśniane w zagranicznych mediach, nie służą gospodarce. Demolują ją i dają szansę ogrania nas przez innych. Odrzućmy jednak ten mrożkowski aspekt polskiej rzeczywistości, bo wierzę, że będzie się on wyciszał. Wróćmy do gospodarczego realu.


 

Nadzieje Jakubasa

– Jeszcze długo przed wyborami parlamentarnymi uważałem, jako przedsiębiorca, że wiele rzeczy należy zmienić, opodatkować trochę inaczej bogatych, a tym, którzy mniej zarabiają, trochę odpuścić z podatków, żeby mogli zarabiać więcej – przekonuje Zbigniew Jakubas, przedsiębiorca, właściciel Grupy Kapitałowej Multico. W rozmowie z Agencją Newseria Jakubas dodał jednak, że niepewność związana z sektorem bankowym skutecznie inwestorów zniechęca do Polski i może utrudnić działalność przedsiębiorcom. Ten znany inwestor ma jednak nadzieję, że nowy rok będzie czasem uporządkowania i usprawnienia działania państwa, zwłaszcza w zakresie prawa budowlanego. Jak przekonuje, to mogłoby pobudzić inwestycje lokalnych przedsiębiorców.


 

Giełdowa zadyszka

Gorszą perspektywę prognozują ludzie biznesu i analitycy na giełdzie. Warszawska GPW dostała zadyszki już jakiś czas temu, kiedy to „zreformowano” OFE. Teraz nakłada się na to sytuacja na rynkach zagranicznych, szczególnie w Chinach. Kolor czerwony często dominuje na parkietach, a niedźwiedzie zacierają ręce. Niemniej jednak analitycy wskazują także spółki, które dadzą zarobić. Prawie wszyscy przestrzegają jednak przed firmami surowcowymi i bankami.


 

Poszukiwanie plusów

Wielu analityków uważa, że największe ryzyko dla naszej gospodarki i finansów jest poza naszymi granicami. Nadziei więc należy szukać u nas. Gdzie więc są te plusy? Pilni obserwatorzy rynku wskazują m.in. rynek pracy (przemysł i budownictwo mają zatrudniać, a prognozowana stopa bezrobocia szacowana jest na 9,1 proc.). Powinny też rosnąć płace (zmierzamy w kierunku rynku pracownika, średnia dynamika wzrostu płac prognozowana jest na 4,5 proc.). Jest duża szansa na to, że potanieją kredyty, a inflacja na pewno nie będzie w Polsce postrachem (średnia inflacja cen towarów i usług konsumpcyjnych prognozowana jest na poziomie około 0,75 proc.). Nie brakuje też pozytywnych odniesień do biznesu, bo co prawda strumień pieniędzy z Unii będzie płynął ciut wolniej, ale zachęt do inwestycji i eksportu nie powinno brakować.


 

Polska waluta

A co z naszą walutą? W tej chwili złoty nie trzyma się mocno, ale to prawdopodobnie wynik rozdmuchanego ryzyka politycznego (spekulanci zacierają ręce). Monika Krzywda, analityk firmy Akcenta, twierdzi jednak, że to się zmieni. W wypowiedzi dla money.pl zaznaczyła, że: „Inwestycje w polską walutę mają wciąż najwyższą stopę zwrotu spośród walut Europy Środkowej. Występują sprzyjające okoliczności do tego, by do końca 2016 roku kurs euro spadł do 4 zł, dolara do 3,33 zł, a funta do 5,71 zł”.

Tomasz Miarecki