sobota, 24 lipcaKrajowy Przegląd Samorządowy
Shadow

Na początku była „Halka”…

Jest 8 września 1945 roku, godzina 17. Na scenie Teatru Miejskiego we Wrocławiu pojawia się Stanisław Drabik. – Na gruzach odradzającej się ojczyzny pragniemy stworzyć podwaliny naszej kultury teatralnej również na zachodnich kresach Najjaśniejszej Rzeczypospolitej – mówi. – Dołożymy wszelkich starań, aby Opera Wrocławska rozwijała się najpomyślniej, ku chwale ojczyzny – tak nam dopomóż Bóg!

Wypełniona po brzegi widownia ówczesnego Teatru Miejskiego owo powitanie przez twórcę powojennej wrocławskiej sceny operowej przyjmuje entuzjastycznie. Zaraz po powitaniu rozpoczyna się pierwszy wrocławski spektakl – Halka Stanisława Moniuszki. Stanisław Drabik, świetny śpiewak i organizator, ową Halką rozpoczął piękne życie Opery Wrocławskiej. Ale początki były dramatycznie trudne i stanowią materiał na znakomity film, pełen muzyki i emocji. Budynek Stadt-Theater zabezpieczono już w połowie maja 1945 roku, próby do Halki odbywały się w Krakowie, w prywatnych mieszkaniach, kostiumy i materiał orkiestrowy wypożyczono także z Krakowa, pod zastaw brylantowego pierścionka Franciszki Platówny, śpiewającej partię tytułową. Orkiestra była mieszana, polsko-niemiecka. Poloneza, mazura i góralskich tańców uczył niemieckich tancerzy baletmistrz Jan Fabian. Chór wypożyczyła Opera Bytomska… A Komenda Armii Czerwonej udostępniła wojskowe auta, które przewiozły z Krakowa i Katowic wykonawców i kostiumy. O pierwszej polskiej premierze operowej w polskim Wrocławiu informowały zrzucane z kukuruźnika ulotki i afisze, wydrukowane na kredyt. Sukces był wielki, a pamięć o owej pierwszej Halce starannie przechowywana w rodzinnych opowieściach tych, którzy mieli szczęście oglądać jeden z trzech spektakli – odbyły się 8, 9 i 10 września 1945 roku.

Od tamtej Halki minęło 70 lat i we wrześniu 2015 opera rozpoczyna swój 70. sezon. Lata, które minęły, to były dobre lata i naprawdę jest co świętować! Oczywiście, na pierwszy jubileuszowy ogień idzie Halka (11 IX, reż. Laco Adamik), ale repertuar jubileuszowego września jest tak skonstruowany, że zespół opery zaprezentuje bardzo szerokie spektrum swoich dokonań i naprawdę niełatwy stanie się wybór spektaklu, na którym osobiście świętować będziemy operowe siedemdziesięciolecie. Oficjalnie jubileusz rozpocznie się 11 września Halką, a potem czekają melomanów trzy jubileuszowe spektakle: Król Roger Karola Szymanowskiego (12 IX, reż. Mariusz Treliński), Pułapka Zygmunta Krauzego (13 IX, reż. Ewelina Pietrowiak) i Straszny dwór Stanisława Moniuszki (16 IX, reż. Laco Adamik). Ale kolejne wydarzenia na wrocławskiej scenie też godne są najwyższej uwagi. Przykładem jest absolutnie rewelacyjny Raj utracony Krzysztofa Pendereckiego (20 IX), przygotowany przez Waldemara Zawodzińskiego. Sam kompozytor tę inscenizację uznał za najlepszą w historii wystawiania jego dzieła.

A może Kawaler srebrnej róży Richarda Straussa (19 IX), którego Georg Rootering przyprawił prawdziwie wiedeńskim wdziękiem? Może Rycerskość wieśniacza Pietro Mascagniego i Pajace Rugierro Leoncavallo (24 IX, reż. Waldemar Zawodziński), słynny operowy dwupak, na wrocławskiej scenie pokazujący się od najlepszej strony?

Wybór trudny, ale jedno jest pewne – wrzesień to miesiąc Opery Wrocławskiej i koniecznie trzeba tam się wybrać. Owszem, doświadczenie wskazuje, że kolejne miesiące też stawiać nas będą przed niełatwymi operowymi wyborami, niech więc jubileuszowy wrzesień nas do owych trudności wyboru przygotuje.

Ata

Korzystałam z wydawnictwa „Opera Wrocławska. 60 lat sceny operowej we Wrocławiu”, red. Elżbieta Szczucka.