niedziela, 17 styczniaKrajowy Przegląd Samorządowy
Shadow

Muzyka łagodzi obyczaje

Rozmowa z Andrzejem Kosendiakiem, dyrektorem Narodowego Forum Muzyki we Wrocławiu

 

Zeszły rok był dla pana wyjątkowy. Skończył pan 60 lat, minęło też dziesięciolecie od chwili, gdy został pan dyrektorem Filharmonii Wrocławskiej i Wratislavii Cantans. Ale przede wszystkim otwarte zostało Narodowe Forum Muzyki. Wielki, ważny projekt stał się ciałem. Spełniło się marzenie wrocławskich – i nie tylko – melomanów. Ale łatwo nie było. Czego pan się najbardziej obawiał?

– Nie jestem strachliwy! Jeśli chce się czegoś dokonać, trzeba przeanalizować wszystko, co może pójść źle, ale od dłuższego czasu miałem poczucie, że ten projekt się uda. Gdy były już plany, gdy sala została zdefiniowana, rozpoczęła się budowa i wtedy – pomimo dużych trudności – wiedziałem, że będzie to obiekt niezwykły. Udało się, to wielka radość! Miniony rok faktycznie był szczególny, bo zobaczyliśmy efekty wielu lat pracy. A moje okrągłe jubileusze? Już myślę o następnych! Patrzę w przyszłość, zastanawiam się, co jeszcze jest do zrobienia.

Wyniki NFM są fantastyczne, sale koncertowe – pełne na każdym koncercie. To znak, że jest tu po co przychodzić, ale i na pewno urok nowości… On się jednak skończy, tego się pan nie obawia?

– Obiekt jest ciekawy i nasze propozycje także. Choć efekt nowości minie, mam nadzieję, że wszyscy, którzy do nas przyjdą – zobaczą wspaniałe wnętrze, usłyszą wspaniałą muzykę – będą chcieli do nas wracać. Bardzo nam na melomanach zależy, przez kilka lat wykonaliśmy wielką pracę, aby ich do przyjścia zachęcić! Szczególnie ciężko pracują ci, którzy zajmują się pozyskiwaniem odbiorców – pracują wspaniale, chciałbym wyrazić wielki szacunek dla nich.

To wielki sukces, nie są potrzebne wielkie gwiazdy – choć oczywiście występują w NFM i one, przypominam, że w lutym czeka nas koncert Lang Langa i orkiestry waszyngtońskiej – aby ludzie pchali się drzwiami i oknami, jak to się malowniczo mówi… Wrocław dzięki NFM zaistniał o wiele mocniej na muzycznej mapie Europy. Ale jest pan nie tylko dyrektorem Forum. Jest pan muzykiem. Gdy słuchałam prowadzonej przez pana Mszy h-moll Jana Sebastiana Bacha, przyszło mi do głowy pytanie: o czym jeszcze może marzyć dyrygent?

– Rzeczywiście, przede wszystkim czuję się muzykiem. Nie wyobrażam sobie, że mógłbym być tylko dyrektorem i nie mieć kontaktu z muzyką! Mam plany dotyczące nagrań. Zrealizowałem właśnie dwie płyty, które wkrótce się ukażą. Krążek z muzyką a cappella Bartłomieja Pękiela, siedemnastowiecznego kompozytora, kapelmistrza kapeli katedralnej na Wawelu, i drugi, z muzyką Marcina Mielczewskiego. W czerwcu nagrywam kolejną płytę Mielczewskiego – tym razem będą to utwory, których odpisy mamy we wrocławskich archiwach i wiemy, że były wykonywane przez wrocławskie kapele na przełomie wieków XVII i XVIII. Bardzo się cieszę, bo to będzie już piąta z serii płyt z muzyką polską z XVII i XVIII wieku.

Przypomnijmy tu ogromny sukces dwóch płyt z muzyką Grzegorza Gerwazego Gorczyckiego, które były nominowane do Fryderyków, a pierwsza z nich została nagrodzona Wrocławską Nagrodą Muzyczną.

– Chciałbym ten projekt kontynuować. A czy mam marzenia? Oczywiście! Mszę h-moll mógłbym wykonywać jeszcze raz i jeszcze raz… To muzyka niezwykła i cieszę się, że mogłem swój skromny jubileusz uczcić wykonaniem tego wielkiego dzieła. Planuję też kilka projektów gościnnych – jestem zapraszany przez filharmonie, przez festiwale, więc mam okazje koncertować z różnym repertuarem. Z większych utworów chciałbym zadyrygować Requiem Gabriela Fauré, ale na instrumentach historycznych. Mam już wstępny termin koncertu, oczywiście z Wrocławską Orkiestrą Barokową, z naszym chórem i chórem chłopięcym. Szykuje się też bardzo ciekawy projekt we współpracy z Narodową Orkiestrą Kameralną z Litwy – tournée w Polsce i na Litwie z dziełem współczesnego szkockiego kompozytora, Jamesa MacMillana, Siedem ostatnich słów na Krzyżu. Cóż, jest jeszcze wiele projektów i wiele dzieł, które chciałbym wykonać! I wierzę, że to zrobię.

To marzenia muzyka. Ale jest pan też dyrektorem, a przed dyrektorem NFM nowe wyzwanie: kończy się kadencja Benjamina Shwartza, dyrektora artystycznego naszych filharmoników.

– Rzeczywiście, kadencja Benjamina Shwartza dobiega końca, więc umówiliśmy się i z nim, i z orkiestrą, że będziemy szukać nowego szefa. Jesteśmy w trakcie rozmów, a na przyszły sezon zaplanowaliśmy koncerty z niezwykle ciekawymi dyrygentami…

Czy zdradzi pan nazwiska?

– Inaugurację Wratislavii Cantans poprowadzi Andrey Boreyko, w najbliższym sezonie wystąpi też Eiji Oue, japoński dyrygent, który w listopadzie fantastycznie poprowadził w NFM koncert złożony z utworów Berlioza, Sibeliusa i II Symfonii Rachmaninowa. Wzbudził zachwyt i publiczności, i krytyków, a także filharmoników. Podam niedługo program następnego sezonu, ale dzisiaj już mogę powiedzieć, że jeśli idzie o kierowanie orkiestrą, rozważamy kilka koncepcji. Może będzie to dyrektor artystyczny, a może pierwszy dyrygent? A może dyrygent gościnny? To jeszcze nie jest rozstrzygnięte, chcemy z muzykami orkiestry wspólnie opracować rozwiązanie, które zapewni nam kontakt z wybitnymi dyrygentami.

Wspomniał pan o Wratislavii… Czy w tym roku wróci w większym stopniu do świątyń? Koncerty w kościołach były przez 50 lat jej znakiem firmowym.

– Owszem, będą także koncerty w kościołach, ale większe dzieła będą wykonywane w sali NFM.

Choć znamy tylko część nazwisk wykonawców, już widać, że tegoroczna Wratislavia Cantans zapowiada się znakomicie.

– Wratislavia będzie znakomita! Program jest już ukończony, zostało jeszcze do ustalenia parę drobiazgów. Ale jeśli powiem, że zakończeniem będzie Bachowska Pasja według św. Mateusza, wykonana przez Monteverdi Choir i English Baroque Soloists pod batutą sir Johna Eliota Gardinera…

– …to wystarczy, żeby melomanowi zakręciła się łza w oku z radości! Ale NFM to nie tylko koncerty, to także wiele akcji edukacyjnych. Kształcicie sobie przyszłych słuchaczy, co jest rzeczą nie do przecenienia. Mnie bardzo spodobał się program edukacyjny „Pośpiewaj mi mamo, pośpiewaj mi tato”, o którym sam pan mówi, że to najważniejszy i najbardziej przez pana lubiany program edukacyjny NFM. Uważam, że to bardzo mądry program, ja do dziś pamiętam, jak mój ojciec mi śpiewał (sentyment do Winterreise Schuberta mam do teraz) i grał na skrzypcach… I tak obudził we mnie miłość do muzyki, która trwa. Sądzi pan, że w dzieciach „kołysankowanych” ta miłość też się obudzi, że za kilkanaście lat przyjdą na koncerty?

– Myślę, że wiele z nich przyjdzie. Jednak niezależnie od tego, czy będą chadzać na koncerty, sądzę, że te dzieci będą miały lepiej w życiu, bo śpiew stymuluje rozwój emocjonalny i społeczny. Dzięki śpiewaniu relacje między rodzicami a dzieckiem wyrażane są w sferze pięknych emocji. Uczymy dzieci, komunikujemy się z nimi, ale nie zapominajmy, jak istotny jest rozwój emocjonalny bardzo młodego i młodego człowieka. Wydaje mi się, że zbyt wielu ludzi – także starszych – ma kłopoty z wyrażaniem emocji.

Szczególnie emocji pozytywnych…

– Tak. A ja jestem przekonany, że obcowanie ze sztuką, szczególnie z muzyką – ale także ze sztukami plastycznymi – na jak najwcześniejszym etapie życia dziecka, wspomaga zrównoważony rozwój emocjonalny. Dzięki temu człowiek ma potem mniej problemów z wyrażaniem uczuć, jest także lepszym partnerem w kontaktach międzyludzkich.

Czyli potwierdza pan starą prawdę: muzyka łagodzi obyczaje.

Rozmawiała Anita Tyszkowska

 

Środki brutto pozyskane przez NFM od września 2015: 15 332 000 zł, w tym sprzedaż biletów – 5 189 846 zł, wynajem i współorganizacja – 2 187 160 zł, dotacja celowa MKiDN – 2 000 000 zł.

Od września roku 2015: liczba wydarzeń – 721, liczba uczestników – 121 696.

Rok 2015: liczba wydarzeń – 1853, liczba uczestników – 193 768, liczba odwiedzających NFM – 230 863.