poniedziałek, 18 majaKrajowy Przegląd Samorządowy
Shadow

Miłość ma jedno imię…

A jak owa miłość być potrafi skomplikowana, pokrętna, realna i nierealna, i wędrująca w czasie – przekonali się operomanki i operomani, którzy 11 kwietnia mieli szczęście znaleźć się na premierze opery Bohuslava Martinů Julietta. Dzieło, które miało premierę w roku 1938, rzadko gości na operowych scenach. A to muzyka znakomita i teatr niezwykły…

Oto Michel – właśnie przyjechał do nadmorskiego kurortu, gdzie trzy lata wcześniej był i zakochał się w głosie pięknym pewnej kobiety. Chce tę pięknogłosą damę znaleźć, bo miłość do niej plącze mu życie, choć również je bogaci na pewno. I zamieszanie się zaczyna! Pojawia się kobieta-Julietta, pojawia się cały tłum ludzi dziwnych, bo mieszkańcy nadmorskiego miasteczka mają pamięć, jakby jej nie mieli – zapominają o wszystkim po dziesięciu minutach.

I w ten szalony świat – stworzył go Martinů na podstawie sztuki teatralnej młodego pisarza, Georgesa Neveaux Julietta – wjeżdża Michel… Jest tu i Chiromanta, i Komisarz, i Sprzedawczyni Ryb, i Handlarka Ptakami… No i Julietta? Jest w tym świecie?

Tak… I jest miejsce – laboratorium, gdzie świat się jakby zamyka, bo tam ludzie śpią. Sny to podstawa życia wszystkich w operowym spotkaniu z Juliettą. Michel też zasypia na laboratoryjnym krześle. I pojawia się jego szczęście – Julietta.

Cała ta opowieść jest cudownie szalona – jest tu surrealizm i szaleńczość snu, i szaleńczość wyobraźni… Jest świat, który nie wiadomo dobrze, jak się otwiera.

I jest rewelacyjna muzyka – pokazali nam ją śpiewacy i chór, dyrygent Mirian Khukhunaishvili i orkiestra. Scenografia, mająca w sobie coś nie tylko z surrealizmu, ale i bardzo obrazowej abstrakcji, kostiumy, które wiele mówiły, ale i milczały…

I soliści – przede wszystkim Michel (Maciej Kwaśnikowski) i Julietta (Kamila Dutkowska) – nie zawodzili.

Wniosek z tej opowieści o operze, która zahacza nie tylko o surrealizm, ale i o współczesne i też dawniejsze fantasy, jest jeden: Juliettę trzeba usłyszeć i zobaczyć, bo w każdej naszej wyobraźni takie zawirowania są. I choć pewnie nie tak superciekawie wyreżyserowane jak zrobiła to z dziełem Bohuslava Martinů Barbara Wiśniewska, to mamy je i dajmy im się dzięki muzyce i teatrowi umacniać i rozwijać.

Anita Tyszkowska