Krajowy Przegląd Samorządowy

Manatka zwana Piranią

Rozmowa z Radosławem Ratajszczakiem, prezesem zarządu ZOO Wrocław sp. z o.o.

Niedawno byłem w upalnej Białowieży i w dzień trudno było spotkać zwierzynę, ale we wrocławskim ogrodzie zoologicznym – mimo upałów – jest inaczej. Tutaj zwierzęta przez cały rok są dostępne dla zwiedzających…

– …i warto przypomnieć, iż żubry żyją w Białowieży jedynie dzięki temu, że najtrudniejszy dla siebie okres przetrwały tylko w ogrodach zoologicznych.

Właśnie ogrody zoologiczne przechowują u siebie krytycznie zagrożone gatunki fauny…

– …i nie tylko przechowują, ale również je mnożą i wspieramy coraz więcej projektów realizowanych w tych miejscach, gdzie zwierzęta wymierają. Najbardziej zagrożone gatunki zwierząt staramy się zachować w warunkach
naturalnych, ale nie jest to łatwe.

Co na koniec lata i początek jesieni dzieje się we wrocławskim zoo?

– Lato było bardzo fajne, tylko kilka dni bardzo upalnych i – paradoksalnie! – słońca nie cierpią zwierzęta pustynne, które skwapliwie chowają się w cieniu. To widać po naszych oryksach i wielbłądach, które, jak tylko jest trochę więcej słońca, natychmiast lądują w stajni, gdzie jest przyjemnie chłodno i cieniście. A u nas wiele zwierząt ze strefy umiarkowanej, czy nawet polarnej, choćby np. foki, bardzo lubią wygrzewać się na słońcu, a zwierzęta ze stref ciepłych tego nienawidzą.

A co nowymi przychówkami?

– Najciekawszym tegorocznym przychówkiem jest pięć manuli, bardzo niezwykłych kotów żyjących na stepach środkowej Azji i w wysokich górach. To gatunek mało znany, bowiem manule robią wszystko, aby nie było ich widać. Mają ubarwienie pasujące do kawałków skał i są mało zauważalne.

Z jednej strony pomaga to im w polowaniu, a drugiej w ukrywaniu się przed większymi drapieżnikami…

– …ale mieliśmy trochę kłopotów z ich ekspozycją, ponieważ gdy była jedynie para manuli, to trudno było je zauważyć, ale teraz ta piątka maluchów tak bryka, że z kolei trudno od nich odejść i niektórzy zwiedzający są u nich codziennie. One ciągle są w ruchu, baraszkują i polują na maminy ogon albo uszy. Jest to dla nas duża radość, bo z ośmiu manuli, które urodziły się w tym roku w Europie, pięć jest naszych. Urodził się już po raz drugi u nas kuskus niedźwiedzi oraz – bardzo rzadkie – dzioborożec palawański i sorkonos. Tych maluchów pojawiła się duża liczba – w tym renifery, mundżaki chińskie, kotik, dwie zebry oraz manat. Jeszcze przed dziesięciu laty nikt nie mógł marzyć o tym, że w polskim ogrodzie zoologicznym będą się rodziły manaty, a teraz mamy już drugie młode, które się świetnie odchowuje, choć w porównaniu do pierwszego jest inne. Z pierwszą, Lavią, mieliśmy trochę kłopotów, bo niechętnie piła, a tę drugą nasi pracownicy nazwali Piranią. Jest bardzo aktywna i sama rozpycha się między wielkimi cielskami, przypływa po mleko i jest samodzielna.

Czy coś interesującego dzieje się w infrastrukturze ogrodu?

– Zakończyliśmy projekty realizowane przez nas od ubiegłego roku i otworzyliśmy nowe wybiegi wilków, wydr, takinów i jeleni filipińskich. Teraz zaczynamy remont ptaszarni, który zakończy się w przyszłym roku. Będą też w przyszłym roku niespodzianki, których dzisiaj jeszcze nie zdradzę.

Rozmawiał Sławomir Grymin