Krajowy Przegląd Samorządowy

Madonna i ślady pamięci

Kończy się rok, ale trwają cały czas wystawy we wrocławskim Muzeum Narodowym i w jego oddziałach. Czeka chociażby Cranach oraz opowieść o losach Żydów na Dolnym Śląsku.

O wystawie poświęconej malarstwu Cranacha i spółki już wspominaliśmy w naszym miesięczniku. Kto jeszcze nie odwiedził gmachu głównego wrocławskiego Muzeum Narodowego, powinien się pospieszyć, bo ta bardzo ciekawa prezentacja czynna jest tylko do końca grudnia. Obejrzymy na niej kilkanaście świetnych prac samego Lucasa Cranacha Starszego, jak również dzieła, które powstały w jego kręgu. Bez wątpienia perełką jest „Madonna pod jodłami”, która wyszła spod pędzla mistrza doby reformacji, kiedy ten uznawał jeszcze prymat papieża. To cudowny obraz, a do tego – o czym pewnie wiele osób wie – z niezwykłą historią. Madonna i jej losy są tak skomplikowane, jak losy całej Europy Środkowo-Wschodniej po II wojnie światowej. Urocza Madonna z dzieciątkiem to pojawiała się, to znikała. Jej historia to bez wątpienia sensacyjna opowieść (zresztą z tematem tym zmierzyła się już kiedyś m.in. Jolanta Kaleta). Obraz po II wojnie światowej ukradł z katedry wrocławskiej i wywiózł do Berlina niemiecki duchowny. „Madonna pod jodłami” powróciła do Polski dopiero pięć lat temu…

Wędrując po wrocławskich muzeach, nie przegapcie też Muzeum Etnograficznego, oddziału Muzeum Narodowego. Tam od kilku tygodni obejrzeć można wystawę „Ku nowemu życiu. Żydzi na Dolnym Śląsku w latach 1945-1970”. Podobnie jak o „Modzie na Cranacha”, tak i o tej ekspozycji już wspominaliśmy w gazecie. Teraz wracamy, bo to również prezentacja na swój sposób szczególna. Próba odkrywania nieznanego i mało znanego z naszej najnowszej historii. Czy się udało?

Tamara Włodarczyk i Dorota Jasnowska, kuratorki żydowskiej wystawy, zrobiły co w ich mocy, by przybliżyć nie do końca rozpoznane czasy powojennej historii. Ogromnie pomogła w tym Katedra Judaistyki Uniwersytetu Wrocławskiego czy warszawskie Muzeum Historii Żydów Polskich. Udało się stworzyć pierwszą o tak dużym zasięgu ekspozycję poświęconą społeczności żydowskiej mieszkającej na Dolnym Śląsku. Wydaje mi się jednak, że temat ten wymaga ciągle zgłębiania, odrzucenia stereotypów społecznych i historycznych. Mam nadzieję, że z czasem uda się dotrzeć do jeszcze większych zasobów dokumentów (chociażby na temat emigracji z lat pięćdziesiątych i wszystkich jej przyczyn). Bez wątpienia jednak to, co udało się Tamarze Włodarczyk (ona była merytorycznym mózgiem tego przedsięwzięcia) jest czymś bardzo cennym. Osobiście czekam na jeszcze więcej i wierzę, że się uda. Skoro tak dobrze znamy średniowieczną historię Żydów (dzięki prof. Hannie Zaremskiej), to chyba i ta najnowsza powinna w pełni się objawić.

Tomasz Miarecki