czwartek, 7 lipcaKrajowy Przegląd Samorządowy
Shadow

Krośnice: Pomocy wciąż się uczymy

Rozmowa z ANDRZEJEM BIAŁYM, wójtem gminy Krośnice

Wcześniej szalejąca pandemia, a teraz wojna w Ukrainie. Giną niewinni ludzie, a armia rosyjska prześciga się w okrucieństwach. Jak wasz samorząd pomaga uchodźcom wojennym?

– To się dzisiaj dzieje w całej właściwie Polsce, w każdej gminie, zatem gmina Krośnice nie jest wyjątkiem. Również do nas przyjechali uchodźcy wojenni z Ukrainy i dzisiaj, 5 kwietnia, mamy ich trzy grupy. Dwie są w naszych jednostkach gminnych – w szkole, w schronisku młodzieżowym oraz w Gminnym Ośrodku Sportu i Rekreacji w Krośnicach, gdzie ludzie zostali zakwaterowani i otrzymali wyżywienie, i dzisiaj ta grupa uchodźców liczy sobie 76 osób. Ta liczba wahała się na początku od 70 do 80 osób. Uchodźcy, gdy już do nas dotarli i odpoczęli, zaczęli szukać swoich bliskich w Polsce, później często wyjeżdżali – także za granicę. Natomiast trzecią grupę stanowią osoby zakwaterowane w domach naszych mieszkańców i gospodarstwach agroturystycznych. W sumie jest dzisiaj tych osób około 200.

Jak uchodźcy dotarli do gminy Krośnice? Czy ktoś im powiedział, że jest taka gmina w powiecie milickim? Czy było to na zasadzie wynikającej z tego, że ktoś bliski z Ukrainy wcześniej przebywał na terenie waszej gminy?

– Bywa bardzo różnie. Pierwsi uchodźcy, którzy dotarli do nas zaraz po wybuchu wojny na Ukrainie – czyli od 24 lutego – byli zazwyczaj członkami rodzin tych Ukraińców, którzy już w Polsce wcześniej pracowali. Dobrze to było widać także w naszej gminie. Później to się diametralnie zmieniło, ponieważ zaczęli przyjeżdżać do nas ludzie, którzy często mieli jedynie to, co na sobie. Pewnie podczas ucieczki zdążyli złapać tylko to, co mieli akurat pod ręką i najczęściej były to jakieś dokumenty i pieniądze oraz domowe zwierzęta. Krótko mówiąc, zabierali to, co uważali za niezbędne, najważniejsze i najcenniejsze. Trafiają do nas bardzo różne grupy uchodźców wojennych z Ukrainy – ludzie ci musieli opuszczać swoje domostwa i swój kraj w różnych okolicznościach.

Część uchodźców zakwaterowana jest w dwóch waszych gminnych obiektach. Co w tych miejscach zapewnia im samorząd?

– Oczywiście pobyt, nocleg i wyżywienie, a nawet dużo więcej, choć z reguły mówi się tylko o tym, że gmina ma zapewnić uchodźcom mieszkanie, czyli dach nad głową i łóżko oraz sanitariaty, co jest bardzo istotne. Także wyżywienie i są to trzy posiłki dziennie – śniadanie, obiad i kolacja.

Czy za to płaci samorząd?

– Oczywiście, ale otrzymujemy refundację za pobyt u nas każdego uchodźcy wojennego. Na początku udało nam się wynegocjować wyższą stawkę pobytu w szkolnym schronisku młodzieżowym w Krośnicach. Natomiast jeśli chodzi o obiekt basenowy – gdzie uchodźcy trafili później – to tutaj stawka wynosi 40 zł dziennie od każdej osoby. Mamy tam dużą salę fitness, która nadaje się na pobyt większej liczby ludzi, ponieważ są tam zamykane na klucz szafki, w których można przechowywać różne rzeczy, i przede wszystkim sanitariaty. Ponadto obiekt ten jest przez cały czas ogrzewany oraz klimatyzowany. Nie chcieliśmy zakwaterować uchodźców wojennych w hali sportowej, ponieważ chcemy, żeby służyła ona jak najdłużej uczniom i klubom sportowym. Uważam także, że kwaterunek w świetlicach wiejskich nie jest zbyt komfortowy dla ludzi, chociażby z powodu tego, że nie ma w nich natrysków. Warunki są tam raczej spartańskie. Z drugiej strony chcieliśmy uchodźców zgromadzić w jednym miejscu. Teraz w jednym kompleksie mamy też szkołę podstawową, a już ponad 30 dzieci zgłosiło chęć uczęszczania do szkoły i kilkoro do przedszkola. Ponadto na miejscu mamy kuchnię i nie musimy niczego dowozić. A ponieważ te dwa obiekty są zazwyczaj czynne przez 24 godziny na dobę, to udało nam się zminimalizować problemy związane z dodatkową obsadą w tych placówkach. Przecież nie można tego puścić na przysłowiowy żywioł – z uchodźcami przez cały czas musi ktoś od nas być.

Co z barierą językową?

– Oczywiście ona istnieje, choć zauważyłem, że jeśli coraz dłużej przebywa się z Ukraińcami, to oni coraz więcej rozumieją i szybko przyswajają sobie język polski. Język ukraiński należy do grupy języków słowiańskich, jest zbliżony do naszego, i po dłuższym osłuchaniu się można się jakoś porozumieć – oczywiście w sprawach podstawowych. W tych bardziej skomplikowanych – szczególnie zdrowotnych – wymagana jest dobra znajomość języka ukraińskiego. Trzeba zdać sobie sprawę z tego, że do Polski uciekli ludzie, z których wielu ma różne problemy zdrowotne. Leczyli się w swoim kraju, ale musieli to przerwać i dodatkowo podróż do naszego kraju ich wycieńczyła i często pogorszyła stan zdrowia. W podróży tej spędzili co najmniej kilka dni, a przecież jechali nierzadko na stojąco, a nie w jakichś komfortowych warunkach. Niektórzy uchodźcy, którzy do nas trafili, byli bardzo wycieńczeni – było to po nich widać gołym okiem. W zasadzie marzyli tylko o tym, aby umyć się i pójść spać. Niczego więcej nie chcieli…

Jak krośnicki samorząd rozwiązuje problemy zdrowotne uchodźców wojennych?

– Jeździmy z nimi do lekarzy, także do specjalistów, i nawet, jeśli trzeba, do wrocławskich klinik. To najbardziej dzisiaj absorbuje naszych pracowników, a dochodzą do tego jeszcze inne sprawy związane na przykład z wyrobieniem numeru PESEL. Każdy z uchodźców ma też prawo do jednorazowego zasiłku, a opiekunowie dzieci mogą otrzymać świadczenie 500 Plus – zatem trzeba im zakładać konta w banku, a to wszystko nie jest takie proste, jak byśmy tego chcieli. Oczywiście każda wizyta u lekarza, czy też odwiedziny w banku, związane są z organizacją przez nas transportu, ponieważ uchodźcy dotarli wcześniej do Wrocławia pociągami, a później wolontariusze przywieźli ich do nas busami lub swoimi prywatnymi samochodami. Krótko mówiąc, Ukraińcy nie mają swoich samochodów osobowych, a co za tym idzie są ograniczeni w swobodnym poruszaniu się. Wszystko musi organizować gmina. Chcę też podkreślić, że pomocy uchodźcom wojennym cały czas się uczymy. To dla nas nowa sytuacja i zarazem bardzo ważne doświadczenie i obyśmy nigdy już w takich dramatycznych sytuacjach nie musieli się znajdować. To również sprawdzian dotyczący nie tylko empatii, ale również logistyczno-organizacyjny.

Andrzej Biały
Andrzej Biały

Wspomniał pan o trzydzieściorgu ukraińskich dzieci, które pójdą do szkoły. Czy będzie to jakaś wydzielona, osobna klasa?

– Dzieci z Ukrainy weszły do istniejących już klas z polskimi uczniami. Będą się asymilować i proces ten przebiega bez większych zakłóceń. Oczywiście ukraińska młodzież i dzieci mają zajęcia zupełnie osobne, aby sami ze sobą się integrowali. Przecież uchodźcy nie przyjechali do nas z jednej miejscowości, w której wszyscy się znali! Muszą się więc poznać i zintegrować, w czym mają im też pomóc zajęcia sportowe, które być może oderwą ich także od złych wspomnień i wojennej traumy. Po nich naprawdę widać, że musieli przeżyć straszne chwile, cały czas kontaktują się z bliskimi, którzy zostali w Ukrainie, a pierwszym pytaniem, jakie zadawali po przybyciu do nas było: czy jest internet? Osoby dorosłe także od razu pytały o pracę. Część uchodźców nie chciała wyjeżdżać z Wrocławia do mniejszych miejscowości – takich jak na przykład Krośnice – ponieważ zakładali, że w dużych miastach łatwiej znajdą zatrudnienie. Ponadto większość uchodźców z Ukrainy pochodzi z dużych miast, i właśnie w większych aglomeracjach czują się najlepiej.

Jak zachowują się mieszkańcy gminy Krośnice?

– Ze wszech miar tak jak powinni. Przyjmują ludzi do swoich domów, urządzają zbiórki darów i organizują akcje charytatywne. Dają z siebie bardzo wiele i wzorowo zdają test na człowieczeństwo – i oby tego zapału i zaangażowania w pomoc uchodźcom wojennym starczyło im na dłuższy czas.

Rozmawiał Sławomir Grymin