sobota, 5 grudniaKrajowy Przegląd Samorządowy
Shadow

Korfantów: Samorząd otwarty na ludzi

W trudnych czasach wojny, czy innych dramatów, potrzebni są mocni, mądrzy i budzący zaufanie przywódcy, z których siłę czerpać będą inni, i którzy poprowadzą zastępy do zwycięstwa. Dzisiaj na szczęście nie ma wojny w naszym kraju, ale sytuacja wywołana epidemią koronawirusa jest trudna, nienormalna i potrzeba samorządowych, wyrazistych przywódców, którym ludzie zawierzą, i za którymi pójdą.

Urząd Miasta w Korfantowie był otwarty dla ludzi od początku pandemii, choć oczywiście wdrożono odpowiednie zabezpieczenia.

Strach niegodny włodarzom

– Skierowaliśmy działania przede wszystkim w stronę naszych mieszkańców, bowiem nie wyobrażam sobie, aby istotne sprawy mogły nie być załatwiane, przecież ludzie żyją, mają wiele istotnych problemów i samorząd jest m.in. po to, aby te problemy rozwiązywać, także w czasie pandemii – mówi Janusz Wójcik, burmistrz Korfantowa. – To właśnie podkreślam, także tym moim kolegom samorządowcom z ościennych gmin, którzy pozamykali się w swych urzędach jak w fortecach i nie wpuszczają do nich nikogo. Taki strach nie przystoi włodarzom gmin, bo ten strach wójta, burmistrza lub prezydenta nakręca wątpliwości i obawy podwładnych oraz mieszkańców. Chcę zaznaczyć, że prowadziłem wiele narad np. z sołtysami – oczywiście przy zachowaniu bezpiecznej odległości – i sołtysi mogli przekonać się, że nie boję się bezpośrednich kontaktów z nimi, choć z drugiej strony przestrzegałem obowiązujących zasad ostrożności i nikt nie może mi zarzucić, że byłem nieroztropny. Później wszyscy nasi sołtysi, a mamy ich 23, w ubiegłym miesiącu zbierali podatki. W sąsiedniej gminie spośród 13 sołtysów tylko jeden zdecydował się na to.

Dowódca winien dać przykład

Szczególnie wtedy, gdy ludzie się boją, gdy mają do czynienia z czymś groźnym i nieznanym i gdy potrzebują budujących wzorców.

– Taki dowódca powinien być silną osobowością i powinien pokazać, że potrafi przełamać obawy i w miarę normalnie funkcjonować – uważa burmistrz.

Urząd Miejski w Korfantowie w dużej mierze działa zdalnie i wiele spraw załatwianych jest przez internet, ale są też takie, jak np. odebranie dowodu osobistego, które wiążą się z podpisem petenta i wtedy trzeba bezpośredniego kontaktu między urzędnikiem a klientem.

– Paradoksalnie, nasi mieszkańcy twierdzą, iż dzisiaj, w czasie epidemii, są załatwiani lepiej niż wcześniej – uśmiecha się burmistrz Wójcik. – Jeszcze niedawno klient wchodził do urzędu i często szukał odpowiedniego biura i pracowników, a dzisiaj przychodzi i wychodzi do niego merytoryczny urzędnik. Nie było i nie ma żadnych kolejek.

Czasami warto stanąć okoniem

Na początku epidemii do UM w Korfantowie dotarły decyzje, że to gmina musi zająć się sferą informacyjną, rozwozić maseczki i płyny dezynfekujące.

– Nie mieliśmy odpowiedniego samochodu i wystąpiłem o zakup tegoż pojazdu, ale Regionalna Izba Obrachunkowa w Opolu stwierdziła, że nie ma możliwości kupna samochodu na takie cele – wyjaśnia burmistrz Janusz Wójcik. – Na takie dictum stanąłem okoniem i wyszło na to, że miałem rację. A najważniejsze, iż RIO zmieniła swoje stanowisko, wydając decyzję skierowaną do wszystkich włodarzy gmin województwa opolskiego o zasadności zakupów samochodów. My na naszym aucie zamontowaliśmy głośniki, przez które informowaliśmy mieszkańców o aktualnej sytuacji epidemiologicznej, o kwarantannie, i przestrzegaliśmy ich np. przed wychodzeniem z domu i gromadzeniem się. Ten samochód się u nas sprawdził, a przejechanie przez 24 miejscowości i informowanie ludzi np. o odbieraniu maseczek lub płynu dezynfekcyjnego u sołtysa to kawał dobrej i pożytecznej roboty. Ponadto kupiliśmy tanio płyny dezynfekujące [1000 litrów – przyp. autora] w jednej z firm nieopodal Nysy i rozdaliśmy je przedsiębiorcom, księżom, sołtysom, w zasadzie każdemu, kto chciał skorzystać z tego zabezpieczenia. Zostało nam 300 litrów. Na początku był problem z maseczkami, ale już go nie ma. Kupiliśmy 4 tys. maseczek, które otrzymali sołtysi i to właśnie oni zajęli się ich rozdawaniem.

Samorządy bez tarczy

Jak na razie rząd wspiera raczej iluzorycznie polskie samorządy.

– Niestety, państwo nas nie wsparło, rozmawiamy 26 maja i do dzisiaj nie otrzymaliśmy w zasadzie żadnej pomocy i nie ma odpowiedniej tarczy ochronnej dla samorządów – martwi się burmistrz Janusz Wójcik. – Wprawdzie tworzona jest teraz tarcza 4.0, która między innymi przewiduje zwrot kosztów poniesionych przez samorządy w ramach pomocy poniesionej dla przedsiębiorców, ale zobaczymy, jak to będzie działało w praktyce. W tarczy 3.0 mówiło się wprawdzie o umorzeniach ZUS-u, ale nie dotyczyło to jednostek podległych samorządom.

Umorzenia, inwestycje i susza

W Korfantowie umorzenia dotyczą przede wszystkim podatku od nieruchomości i dzierżaw.

– Nie działamy na podstawie jakiejś uchwały, ponieważ znam wszystkich przedsiębiorców działających na naszym terenie i najczęściej prowadzą oni rodzinne jedno- lub kilkuosobowe niewielkie firmy – wyjaśnia Janusz Wójcik. – Dobrze wiem, które firmy mają problemy, a które radzą sobie bardzo dobrze. Ale powołałem zespół, który będzie mi pomagał w opiniowaniu wniosków przedsiębiorców, bowiem nie chcę działać arbitralnie, tylko transparentnie. Do dzisiaj, 26 maja, dokonaliśmy kilkunastu umorzeń, częściowych i całościowych. Nie ma zatem u nas żadnych problemów z przedsiębiorcami, a wniosków o umorzenia też nie jest dużo, także dlatego, że np. firmy budowlane cały czas mają fronty robót i nie spotykają ich żadne kłopoty. Pragnę także podkreślić, iż mieliśmy problem z największym naszym pracodawcą, Opolskim Centrum Rehabilitacji, gdzie podatek umarzamy cały czas, ale ta spółka zatrudnia ponad 200 osób i od kilku miesięcy nie ma nawet jednego pacjenta. Poza tym umorzyliśmy wszystkie czynsze wynikające z dzierżaw gminnych, co jest przecież zasadne i naturalne, gdy lokal czy zakład fryzjerski były nieczynne. A co do inwestycji, to wstrzymaliśmy częściowo modernizację korfantowskiego Rynku, i to nie dlatego, że nie mamy pieniędzy, tylko dlatego, iż obawiamy się jesieni i suszy. Jesteśmy gminą typowo rolniczą, a podatek rolny wynosi kilka milionów złotych. Z drugiej strony, gdy susza nas ominie, to nie będziemy mieli jakichś poważnych problemów z budżetem. A jeszcze inna sprawa, że dzisiaj nie wiemy, jakie będą straty w PIT i CIT, lecz tak czy owak, to tragedii w Korfantowie nie będzie. Poza życiem społecznym, które w zasadzie padło. Nie ma spotkań, festynów i tego brakuje – tym bardziej w gminie związanej mocno z rolnictwem i Kościołem. Ale ten niedobry sen kiedyś się skończy i wrócimy do naszych tradycyjnych zwyczajów.

S.G.