niedziela, 19 wrześniaKrajowy Przegląd Samorządowy
Shadow

Kłodzko – miasto: Czas na pozytywne zmiany

Rozmowa z MICHAŁEM PISZKO, burmistrzem Kłodzka

Minęły cztery miesiące odkąd został pan burmistrzem Kłodzka. Wiele osób oczekiwało, że w tym czasie uda się przeprowadzić prawdziwą rewolucję

– Rozumiem mieszkańców Kłodzka, którzy chcieli i nadal chcą zmian. One się dzieją, choć nie wszystko jeszcze widać. Przede wszystkim musieliśmy zacząć od kontroli, aby dowiedzieć się, na czym tak naprawdę stoimy. Audyt wewnętrzny wciąż trwa – zarówno w Urzędzie Miasta w Kłodzku, jak i jednostkach mu podległych. Kropką nad „i” w tym przypadku będzie kontrola, którą przeprowadzi firma zewnętrzna. Od samego początku mocno stoję na stanowisku, że jest ona niezbędna. Jednak by do niej doszło, trzeba było wygospodarować środki na ten cel. Audyt zewnętrzny rozpocznie się w najbliższym czasie, jeszcze w tym miesiącu powinniśmy znać datę. Ma on także jeszcze jeden ważny aspekt – nikt nie zarzuci nam stronniczości.

Pamiętajmy także o tym, że cały czas urząd funkcjonuje i trzeba zadbać o to, by spełniane były jak najwyższe normy. Decyzje muszą być podejmowane racjonalnie oraz zgodnie z przepisami i etyką. Mieszkańcy muszą mieć dostęp do informacji o tym, co się dzieje. To nie jest też tak, że czekam tylko aż wypadnie jakiś trup z szafy, by móc dopiec poprzednikom. Musimy dążyć do tego, aby Kłodzko się rozwijało. Jednak w obecnej sytuacji, nie mając całego obrazu, nie ruszymy z miejsca. Chciałbym, aby pewne rzeczy dało się zrobić szybciej, ale obowiązują procedury, których należy przestrzegać. Czy komuś się to podoba, czy nie.

Co zatem udało się do tej pory znaleźć? Media informują o zatrważających sprawach. Jak należy do tego podchodzić?

– Większość spraw rozbija się o pieniądze. W takim sensie, że z jednej strony mamy problem z finansami. W kasie Gminy Miejskiej Kłodzko środków brakowało już od jakiegoś czasu i było to dobrze widać w poprzedniej kadencji. Próbowano przekonywać opinię publiczną, że jest inaczej. Jednak złą sytuację potwierdzały choćby podejmowane decyzje – najdobitniej ta z października 2014 roku, w konsekwencji której zastawione zostały budynki przy ul. Korytowskiej. Co ciekawe, początkowo poręczeniem dla instytucji finansującej miał być tylko weksel, najprawdopodobniej w trakcie dalszych rozmów zażądano większego zabezpieczenia. Poprzednie władze miasta na to przystały, choć nie musiały. To też o czymś świadczy…

Z drugiej zaś strony przez wiele lat mieliśmy do czynienia z „Bizancjum”. Na przykład po tym, jak radni na moją prośbę obniżyli moją pensję, okazało się, że kilku kierowników ma wyższe wynagrodzenie ode mnie. Przyznawano im kilkutysięczne dodatki specjalne. Kilku firmom przez lata zlecano różne zadania, niekoniecznie potrzebne. Zarobiły one w ten sposób nawet po kilkaset tysięcy złotych. Do tego dodać trzeba tworzenie dokumentacji za kilkadziesiąt tysięcy złotych, która niczemu nie służyła, itp. Tego typu spraw jest więcej. Zadać należy pytania, czy wydatkowanie części środków było zasadne oraz w jaki sposób przyczyniło się to do obecnej sytuacji.

Co zaś się tyczy mieszkańców ul. Korytowskiej, ich obawy są zrozumiałe. Jednak póki będę burmistrzem, zrobię wszystko, aby spłacać raty zobowiązania i aby mieszkańcy zastawionych budynków spali spokojnie. Już sama uchwała zezwalająca poprzedniemu burmistrzowi na dysponowanie w taki sposób majątkiem Gminy Miejskiej Kłodzko jest dla mnie nie do przyjęcia. Będąc radnym, głosowałem przeciwko jej przyjęciu. Niestety, razem z innymi osobami tak myślącymi byliśmy w mniejszości. Z pewnością poproszę radnych, aby unieważnili uchwałę dającą władzy wykonawczej takie możliwości.

Czy szykują się zwolnienia w urzędzie miasta i jednostkach podległych?

– Jak już mówiłem, wciąż trwa kontrola. Pewne kroki kadrowe już zostały podjęte, inne dopiero mogą nastąpić. Poczekajmy na dokładne wyniki audytu.

Powiedział pan, że urząd musi działać. Co zatem udało się zrobić?

– Skupiliśmy się na opracowaniu realnego budżetu, który pozwoli wygenerować oszczędności, ale nie pozbawi nas możliwości przeprowadzenia najpotrzebniejszych inwestycji. Generalnie, „oszczędności” są słowem-kluczem ostatnich miesięcy. Przyjętych zostało kilka ważnych uchwał, choćby tych dotyczących Kłodzkiego Ośrodka Kultury, Sportu i Rekreacji. Podjęte zostały zdecydowane kroki, które mają poprawić czystość w mieście. Zapadły decyzje w sprawie fortu Owcza Góra… Oczywiście, wdrażanych rozwiązań – mniejszych lub większych – jest znacznie więcej. Zmieniły się także normy pracy w urzędzie. Na przykład raz w miesiącu, po sesjach Rady Miejskiej, mają miejsce spotkania z kierownikami wydziałów. Przedstawiane są sprawy, które udało się załatwić i wytyczane są kolejne cele.

Zależy mi na tym, aby docierały do mnie głosy mieszkańców Kłodzka i na załatwianiu spraw, które można załatwić bez większych problemów. Jest wiele drobnych kwestii, które w perspektywie czasu zmienią całość.

W którą stronę będzie się rozwijać miasto – jest jakaś koncepcja?

– Przede wszystkim trzeba zadbać, aby chciały u nas inwestować firmy. Wkrótce będziemy mieli obwodnicę, to może pomóc. Jednak Kłodzko nie ma aktualnego studium uwarunkowań zagospodarowania przestrzennego. Pracujemy na dokumencie sprzed czternastu lat, który w żaden sposób nie jest dostosowany do obecnych czasów. Działki, które mogą być atrakcyjne pod względem inwestycyjnym, widnieją na przykład jako rolne. I tutaj, niestety, znów muszę wrócić do poprzedników. Wydawano bardzo dużo pieniędzy na czasem absurdalne rzeczy, a nie zadbano o podstawową sprawę. Przez pewne zaniedbania Kłodzko nie ma za wiele do zaoferowania inwestorom – taka jest prawda. Jednym z naszych głównych zadań jest zmiana takiej sytuacji. Wiele osób już się zaangażowało w stworzenie profesjonalnego studium.

Wiem, że oczekiwania wobec mnie są duże i zrobię wszystko, aby nie zawieść. Pamiętać jednak trzeba, że pewnych rzeczy nie da się – a nawet nie można – zrobić natychmiast. Lepiej podjąć przemyślaną i dokładnie przeanalizowaną decyzję, niż działać na oślep – tylko dla poklasku.

Dziękuję za rozmowę.