sobota, 13 czerwcaKrajowy Przegląd Samorządowy
Shadow

Jest sprawa do załatwienia

Polska misja na Madagaskarze prowadzona przez Zgromadzenie Misji św. Wincentego a Paulo istnieje już 56 lat. A to nie jedyne miejsce trudnej i ciężkiej, ale bezcennej i tak naprawdę niemożliwej do pełnej oceny działalności księży i sióstr zakonnych. Nie sposób wycenić tego, co oni robią każdego dnia na dalekiej Czerwonej Wyspie, w Beninie, Chinach, Kazachstanie, w Papui-Nowej Gwinei, Hondurasie, Ukrainie…

Od pierwszego numeru naszego miesięcznika staramy się – na ile potrafimy – informować o działaniach misjonarzy od św. Wincentego a Paulo. Oczywiście to nie jedyne zgromadzenie, które prowadzi działalność pomocową na świecie. I nie jedyne, w którym spotkać możemy Polki i Polaków. Piszemy o lazarystach (tak nazywa się księży należących do Zgromadzenia Misji) i siostrach „szarytkach” (żeńskie zgromadzenie założone przez Wincentego a Paulo, a określenie „szarytki” wywodzi się od francuskiego charite, oznaczającego miłość lub miłosierdzie), bo kilkanaście lat temu zetknęliśmy się z nimi osobiście.

Przyroda i przygoda to słowa, które towarzyszyły nam od dzieciństwa. Kiedy staliśmy się samodzielni, mogliśmy je szerzej wcielać w życie. Tak też prawie dwadzieścia lat temu pojawił się pomysł spotkania z Madagaskarem. Miejsce dalekie, tajemnicze, znane nam z książek Fiedlera… Wówczas w zasadzie nikt nie proponował zorganizowanych wyjazdów z Polski na tę ogromną wyspę znajdującą się u południowo-wschodnich wybrzeży Afryki, ale… Mój przyjaciel z czasów ogólniaka był na Madagaskarze. Marek Maszkowski, po ukończeniu krakowskiego seminarium i po rocznym przygotowaniu w Paryżu, od 1988 roku pełnił posługę misyjną. I to dzięki niemu dotarliśmy na dalekie południowe i południowo-wschodnie rejony Czerwonej Wyspy.

Towarzyszyliśmy jemu w jego codziennych wędrówkach. Pieszo, terenowym samochodem, łodziami docieraliśmy do samotnych osad i osiedli. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie przeżyliśmy, nie spotkaliśmy… Poruszanie się po tamtych terenach stanowiło prawdziwe wyzwanie. Na przykład odcinek niespełna stu kilometrów pokonywaliśmy przez dwanaście godzin. Nie obyło się też bez powodzi, poważnych problemów z forsowaniem rzek… Działo się dużo.

A wszystkie te wyzwania ks. Marek Maszkowski pokonywał, by dotrzeć do swoich parafian rozrzuconych dziesiątki kilometrów od Tolanaro (Fort Dauphin), gdzie znajdowała się taka „baza wypadowa” misjonarzy i regionalne seminarium duchowne. Właśnie te podróże pokazały nam prawdę o tamtej ziemi, o Malgaszach. To często nie było ubóstwo, ale skrajna bieda. W zależności od regionu, główne wyżywienia stanowiła miska ryżu lub manioku. Kraj wielkiej potrzeby, którą w jakiś sposób niweluje praca misjonarzy. To oni i siostry zakonne tworzą tam szereg szkół, ośrodków zdrowia. Oni dostarczają leki, żywność i dobre słowo. Żeby to robić, potrzebują jednak naszego wsparcia.

Księdza Marka Maszkowskiego już nie ma. Zmarł 9 sierpnia 2016 roku w Fanafarganie. Miał zaledwie 57 lat i na ziemi Malgaszy został już na zawsze. Nie brakuje jednak innych misjonarzy, są „szarytki” i jest sprawa do załatwienia. Jeśli pomożemy – będzie łatwiej.

Tomasz Miarecki

Darowiznę finansową na rzecz misji można przekazać na konto bankowe:

Bank Pekao S.A.

nr rachunku: 31 1240 4533 1111 0000 5433 2487

Sekretariat Misyjny Zgromadzenia Księży Misjonarzy

ul. Stradomska 4, 31-058 Kraków