poniedziałek, 17 czerwcaKrajowy Przegląd Samorządowy
Shadow

Jeśli zajdzie potrzeba, będę działał bardzo stanowczo

Rozmowa z wojewodą dolnośląskim MACIEJEM AWIŻENIEM

W styczniu miałem się spotkać z panem w Kłodzku, aby porozmawiać o współpracy Powiatu Kłodzkiego z naszą gazetą – „Gminą Polską, lecz do tego nie doszło, ponieważ został pan wojewodą dolnośląskim. To nas trochę zaskoczyło.

– Także mnie zaskoczyła propozycja premiera, ponieważ przygotowywałem się już do walczenia o ponowną kadencję starosty Powiatu Kłodzkiego, lecz – mówiąc z patosem – jeśli ojczyzna wzywa, to trzeba się stawić i działać tak, jak się potrafi najlepiej. Pan premier wskazał miejsce, w którym trzeba było zrealizować wiele zadań naprawczych, a takim miejscem był Dolnośląski Urząd Wojewódzki – i ja się tego podjąłem.

Czy trudno było przestawić się z pracy samorządowej na obowiązki przedstawiciela rządu w terenie?

– Jest wiele podobieństw, bowiem do statutowych zadań starosty należy m.in. współpraca i reprezentowanie Skarbu Państwa w wielu sprawach, choć zasięg i rozmiar tych obowiązków w przypadku wojewody jest o wiele większy. Natomiast zasadniczą różnicą jest to, że samorządowiec działa na własne ryzyko i odpowiedzialność, a w przypadku wojewody ta odpowiedzialność oraz decyzyjność jest dzielona i wskazywana przez polski rząd. Przecież to, co zrobię, przekłada się na opinię o naszym rządzie.

Przyszło panu wojewodować w trudnym okresie – m.in. diametralnych zmian w rządzie oraz intensywnych rolniczych protestów.

– Rzeczywiście jest niemało trudnych spraw – tak, jak ktoś kiedyś powiedział: „spodziewałem się wszystkiego i się nie zawiodłem”. Wcześniej był pewien konsensus, funkcjonował korpus służby cywilnej działający zgodnie z prawem i wykonujący przynależne mu zadania. To urzędnicy, których generalnie nie powinno się zmieniać, chyba że zaszłoby coś naprawdę złego i niewybaczalnego. Ten korpus składał się z fachowców dobrze przygotowanych do swojej pracy, lecz w ostatnich latach – w moim przekonaniu – zepsuto urzędy i zburzono wypracowany, dobrze sprawdzający się model ich funkcjonowania. Oczywiście także dlatego, że w wielu miejscach fachowców zastąpiono partyjnymi działaczami, co spowodowało spore problemy w ministerstwach i takich urzędach, jak np. urząd wojewódzki…

– …także dolnośląski?

– No pewnie! Kiedy tutaj przyszedłem, to okazało się, że jest 49 tys. spraw przedawnionych dotyczących różnych pozwoleń dla cudzoziemców, i 30 tys. innych spraw przedawnionych – nawet o trzy lata i więcej. Był po prostu niesamowity bałagan, i w pierwszych dniach mojego wojewodowania zająłem się szukaniem porządnych i sprawnych urzędników mogących naprawić tę chorą sytuację. Ja nie potrzebuję wykonawców poleceń, lecz pracowitych fachowców.

Nawet najlepszy wojewoda sam nic nie zdziała…

– Absolutnie się z tym zgadzam, i jeśli chodzi o współpracę z ludźmi, to uważam, że moje wcześniejsze doświadczenie wyniesione z pracy w największym dolnośląskim powiecie bardzo przydaje mi się teraz. Ponadto uważam, że to, iż urząd wojewódzki jest swoistym monopolistą na rynku, nie oznacza, że ma działać gorzej niż firma prywatna. Może funkcjonować bardzo dobrze dzięki świetnie działającym fachowcom, którzy są dumni z miejsca, w którym pracują. Do tego właśnie dążę, zakładając, że uda mi się powoli to zrealizować.

W oparciu o co działa urząd wojewódzki?

– Jest plan działania dotyczący zmian sposobu funkcjonowania urzędu, a od 1 kwietnia wprowadziliśmy nowy regulamin. Ponadto jestem w trakcie doboru kadry, a wszystko opiera się na zaufaniu do ludzi.

– Co to oznacza?

– Przykładowo, zatrudniam dyrektora jakiegoś wydziału, polecam mu przygotowanie planu działania, a następnie dobór współpracowników, w co ja nie ingeruję. Nikomu nie narzucam tego, kto ma pracować w danym wydziale czy inspekcji. Taki wydział ma działać porządnie, a jeśli tak się nie dzieje, to przede mną odpowiada tylko dyrektor.

Dobrze by było, aby wojewoda mógł samo dobierać sobie współpracowników, także wicewojewodów.

– Wojewodę i wicewojewodów wskazują partie polityczne, do których oni należą, i ja się z tym godzę. Sam zostałem tak nominowany, ponieważ ktoś znał mnie od lat i miał do mnie zaufanie. Natomiast ja dobieram sam dyrektora generalnego urzędu wojewódzkiego, główną księgową, prawników i szefów wydziałów, i tych ludzi wybieram, biorąc pod uwagę wyłącznie ich wiedzę i umiejętności. Chciałbym, aby nasi fachowcy zarabiali więcej, lecz nie jesteśmy w stanie konkurować pod tym względem z firmami prywatnymi. Dlatego nierzadko przychodzą do nas ludzie z misją, i fajnie jest z takimi osobami współpracować.

Jakie są tegoroczne priorytety Dolnośląskiego Urzędu Wojewódzkiego?

– Wraz z innymi wojewodami terenów położonych wzdłuż Odry i Ministerstwem Klimatu musimy pilnować naszej rzeki, aby nie była zanieczyszczana. Niestety, wcześniej nie działano w odpowiedni sposób, i przykładowo nie stworzono warzelni odsalających zrzuty wód pokopalnianych. Odra jest za słona, a powinna być rzeką słodką, ale zanim tak się stanie, trochę wody jeszcze w niej upłynie… Zatem cały czas jesteśmy w trybie zarządzania kryzysowego. Co tydzień sprawdzamy jakość wód, pH i zasolenie oraz ilość alg. Do tego – wraz z Wodami Polskimi – dostosowujemy, niestety konieczne, zrzuty z kopalń do poziomu wody w Odrze. Ponadto walczymy z nielegalnymi śmietniskami, bowiem Dolny Śląsk nie może być śmietniskiem kraju i Europy. Poza tym na tapecie są pozwolenia na pobyt cudzoziemców. Dolny Śląski jest regionem bardzo otwartym i przyjaznym obcokrajowcom i z tego powodu staliśmy się ofiarą własnego sukcesu. Bardzo dużo ludzi chce tutaj mieszkać i oficjalnie jest u nas około 130 tys. Ukraińców, którzy świetnie się aklimatyzują, lecz dochodzą jeszcze przedstawiciele innych nacji. Zatem region rozwija się pięknie, lecz musimy mieć moce przerobowe, by móc sprawdzać, kto do nas przyjeżdża, a następnie przyjmować cudzoziemców. Do tego potrzebni są m.in. urzędnicy, policjanci i inne służby. Federacja Rosyjska prowadzi z naszym krajem wojnę hybrydową, i każdy, kto nas odwiedza, musi być sprawdzony.

Jakie będzie wojewodowanie Macieja Awiżenia?

– Czasami ludzie mylą uprzejmość z brakiem decyzyjności, uważając, że jak ktoś jest miły i sympatyczny, to nie potrafi rąbnąć pięścią w stół. Sądzę, że wysoka kultura osobista powinna charakteryzować każdego polityka, lecz kiedy będzie trzeba, to na pewno będę działał stanowczo.

Rozmawiał Sławomir Grymin

MACIEJ MIROSŁAW AWIŻEŃ (52 lata), żona Agnieszka jest księgową, córka Paulina – studentką piszącą pracę licencjacką. Wykształcenie wyższe (ukończył Wydział Kulturoznawstwa na Uniwersytecie Wrocławskim). Członek Platformy Obywatelskiej. Będąc uczniem, działał w konspiracji wraz ze swoim prześladowanym w czasach peerlowskich ojcem Mirosławem, z niejednego pieca chleb jadł… Od 1993 do 1998 roku dziennikarz w „Gazecie Prowincjonalnej Ziemi Kłodzkiej”. W latach 1993-2004 starszy instruktor w kłodzkim Centrum Edukacji Kulturalnej (prowadził zajęcia muzyczne, teatralne i dziennikarskie).Współzałożyciel grupy poetyckiej „622”. Wspólnie z Krzysztofem Papisem wydali tomik wierszy pt. „Zbieg okoliczności” – dzisiaj żartuje, że czasami bywa poetą. Miał własną działalność gospodarczą związaną z reklamą, później zarządzaniem nieruchomościami oraz prowadził gazetę. Był też radnym miejskim w Kłodzku, od roku 2001 współtworzył w regionie Platformę Obywatelską, a od roku 2006 był dyrektorem biura Jakuba Szulca i od tego czasu zawodowo zaczął zajmować się polityką i samorządem. Najpierw jako etatowy członek Zarządu Powiatu Kłodzkiego, a następnie przez 13 lat starosta Powiatu Kłodzkiego. Jego hobby to przede wszystkim gra na gitarze. Ceni u ludzi uczciwość. Wie, że ma wady, lecz nie lubi się do nich przyznawać i pracuje nad tym, aby je wyeliminować. Przyznaje się jednak do tego, że za bardzo przepada za słodyczami.

Jego motto życiowe wyraża modlitwa: „Boże, użycz mi pogody ducha, abym godził się z tym, czego nie mogę zmienić, odwagi, abym zmieniał to, co zmienić mogę, i mądrości, abym odróżniał jedno od drugiego”. Jest pogodnym optymistą, lubiącym i szanującym ludzi.