Gdzie nie ma przemysłu, centrów logistycznych i kopalin, a wielkie arterie komunikacyjne nie przecinają terenów gmin – tam samorządy nie dysponują pokaźnymi dochodami budżetowymi. W tych gminach – zazwyczaj wiejskich – kluczowe jest pozyskiwanie zewnętrznych środków finansowych. Jedynie wtedy można realizować kosztochłonne inwestycje potrzebne miejscowym społecznościom. Jednak gdy nie ma w zasięgu odpowiednich projektów, trzeba mocno się nagimnastykować, aby rozwijać gminę i wykonywać zadania infrastrukturalne. Tak dzieje się w dolnośląskiej gminie Dziadowa Kłoda będącej częścią powiatu oleśnickiego.
Samorząd gminy Dziadowa Kłoda solidnie przepracował rok 2025, a był to dla niego – z wielu względów – także okres trudny, związany z niełatwymi decyzjami.

Przede wszystkim nowe przedszkole
– Niestety, dzisiaj nie jest łatwo pozyskiwać środki zewnętrzne, choć aplikujemy o nie we wszystkich dostępnych miejscach – mówi wójt Robert Fryt. – Nie lubię narzekać, lecz nie tylko ja, ale również moi koledzy, włodarze innych gmin, podnoszą ten problem, a dzieje się tak, ponieważ nie ma teraz odpowiednich projektów i dofinansowań – zwłaszcza na to, czego potrzebuje nasza gmina. Gmina Dziadowa Kłoda (niespełna 5 tys. mieszkańców – przyp. autora) jest niewielka i dysponuje skromnym budżetem, a chcielibyśmy pozyskać fundusze na budowę nowego przedszkola w Miłowicach, które jest nam wprost niezbędne, ponieważ funkcjonujące tam dzisiaj przedszkole nie spełnia odpowiednich standardów. Zatem inwestowanie w ten obiekt jakichkolwiek pieniędzy jest bezcelowe, a wraz z nowym przedszkolem powinien powstać też oddział żłobkowy. Ostatnio odwiedziłem w tej sprawie dolnośląski urząd marszałkowski, lecz na razie nie otrzymałem deklaracji, że wspomogą nas finansowo w budowie przedszkola – bardziej zasłaniali się demografią. Rzeczywiście, rok nie obfitował w naszej gminie narodzinami dzieci – w sumie zmniejsza się liczba mieszkańców, lecz nie są to ubytki dramatyczne.
Priorytetem – oczyszczalnia ścieków
W roku 2025 budżet Dziadowej Kłody wynosił około 40 mln zł. Realizowana jest najważniejsza inwestycja – przebudowa i modernizacja oczyszczalni ścieków dofinansowana kwotą 8 mln zł z Rządowego Programu Inwestycji Strategicznych Polski Ład.
– Ale ponad 6 mln zł musimy dołożyć z budżetu gminy i to jest dla nas potężnym obciążeniem finansowym – podkreśla wójt Robert Fryt. – W pewnym sensie jest to taka niewidoczna inwestycja – ludzie uważają, że ma być i nic innego ich nie interesuje – a bez tej oczyszczalnie nie ruszymy z innymi istotnymi sprawami i jej przebudowa jest po prostu konieczna. Bez oczyszczalni ścieków dalsze kanalizowanie gminy jest bezsensowne – i dzisiaj jest to priorytet inwestycyjny, a zadanie to ma być zakończone w sierpniu 2026. Zaś co do zadań drogowych, to interesuje nas realizacja powiatowej drogi dojazdowej ze Stradomi do Dziadowej Kłody, choć zawsze byłem przeciwnikiem jej naprawy, ponieważ przy niej mieszkam, i obawiałem się zarzutów, że wójt sobie robi drogę. Ale teraz mieszkańcy Dziadowej Kłody przychodzą do mnie, prosząc, by tę drogę naprawić – a to droga wyjazdowa w kierunku Wrocławia. Powiat Oleśnicki chce, byśmy dołożyli się do jej modernizacji – na zasadzie pół na pół – a nas po prostu na to nie stać. Mimo wszystko mam nadzieję, że dojdziemy do konsensusu.
Mieszkańcy nie chcą wiatraków
Budżet gminy Dziadowa Kłoda na rok 2026 będzie porównywalny do tegorocznego.
– Na pewno nie spełnimy wszystkich oczekiwań, bowiem budżetowa kołderka finansowa nie jest zbyt pokaźna – zaznacza wójt Robert Fryt. – Zatem będzie to kolejny trudny rok, a bez zewnętrznych dofinansowań nie będziemy w stanie zrobić kosztochłonnych zadań infrastrukturalnych. Na terenie naszej gminy mogłyby zostać zamontowane farmy wiatrowe, lecz mieszkańcy zdecydowanie tego nie chcą. Szanuję ich wolę, a zobaczymy, czy pojawią się możliwości związane z budową farm fotowoltaicznych – mamy już pozwolenia obejmujące wiele hektarów. Jestem już 11 lat wójtem gminy Dziadowa Kłoda – ludzie mnie znają i wiedzą, że nie boję się trudnych decyzji. Przeprowadziliśmy ankietę w każdej wiosce i okazało się, że znaczna większość mieszkańców naszej gminy nie chce wiatraków. A nasz samorząd szanuje ich zdanie, bowiem na ich rzecz pracujemy. Owszem, byłyby z tego dodatkowe wpływy do budżetu, lecz pieniądze to nie wszystko, a ja jestem tutaj po to, by dbać o to, czego chcą mieszkańcy. Krótko mówiąc – sprawa wiatraków jest już nieaktualna.
Urbaniści pilnie poszukiwani
W tym roku samorządowi gminy Dziadowa Kłoda przekazano 450 tys. zł – w związku z ustawą o ochronie ludności i obronie cywilnej.
– Te środki finansowe od wojewody dolnośląskiej przeznaczymy przede wszystkim na zakup agregatów prądotwórczych – informuje wójt Robert Fryt. – Doposażymy także naszych strażaków ochotników – a mamy osiem jednostek OSP. A dzisiaj w sali sesyjnej jest szkolenie dla dyrektorów szkół, kierowników podległych nam jednostek i pracowników urzędu z zakresu ochrony ludności. Sam takie szkolenie przeszedłem w maju w Miliczu. Chcę też zaznaczyć, że niełatwo będzie nam opracować strategię rozwoju gminy do czerwca przyszłego roku, bowiem urbanistów jest jak na lekarstwo.
Dwukadencyjność do lamusa?
Dwukadencyjność w samorządzie jest na cenzurowanym i wiele głosów jest za jej zniesieniem.
– Jestem przeciwnikiem dwukadencyjności w samorządzie, bowiem uważam ją za twór sztuczny – mówi wójt Robert Fryt. – Samorząd to samorząd, a jeśli mieszkańcy wybierają kogoś po raz kolejny na włodarza gminy, to czynią to z jakiegoś powodu – zazwyczaj podoba im się praca tego wójta, burmistrza czy prezydenta miasta i ufają temu samorządowcowi. Mieszkańcy przecież nas dobrze znają, a jeśli uważają, że powinniśmy odejść, to dzieje się tak jak w ostatnich wyborach samorządowych, w których wymieniono 40 proc. włodarzy. Ponadto czy powinniśmy rezygnować z doświadczonych ludzi w obliczu zagrożenia militarnego i ograniczać im bierne prawo wyborcze zagwarantowane konstytucyjnie? Nie mówiąc już o tym, że wójtem czy burmistrzem, który kończy włodarzenie gminą nikt się później nie interesuje, a taki samorządowiec ma wielkie trudności ze znalezieniem pracy. A jeśli ma być dwukadencyjność w samorządzie, to tak samo powinno być w parlamencie. Co do mnie, to wszystko jedno czy będą jakieś zmiany w tej materii – ja nie zamierzam zwalniać, bo jestem tutaj po to, by ciężko pracować, a praca na rzecz naszej społeczności i tej gminy jest dla mnie zaszczytem.
S.H.