niedziela, 18 styczniaKrajowy Przegląd Samorządowy
Shadow

Dobro i zło to sprawy wieczne

Jest 28 listopada, na scenie Opery Wrocławskiej premiera „Salome” Richarda Straussa. To czarodziejska data… Gościem wrocławskiej prapremiery – odbyła się prawie sto lat temu, 28 marca 1926 roku – był sam Richard Strauss, który spektakl ocenił bardzo wysoko… Sto lat prawie minęło, ale wrocławska scena dla „Salome” i dla opowieści o złu i dobru okazała się miejscem znowu znakomitym. To nowe odczytanie bohaterki – Salome, wedle Biblii, była wśród tych, którzy zniszczyli Jana Chrzciciela. Tak była zła?

Reżyser spektaklu, Mariusz Treliński, patrzy na Salome inaczej – szuka dowodów, które do owego błędu w odczytywaniu zła i dobra młodą kobietę doprowadziły. I znajduje – w rodzinie Heroda, ojczyma dziewczyny, rodzinie, która żyje teraz, nie w biblijnych czasach. Życie w domu Heroda to czas molestowania pasierbicy przez ojczyma, to czas krzywdzenia jej, czas podłości i okrucieństwa. Jej matka, Herodiada, żona Heroda i wdowa po jego bracie, ojcu Salome, też jest winna – to ona konstruuje owo zabicie Jochanaana, ona też rozkazuje przynieść jego głowę swej córce, która z głową tą rozmawiać będzie.

A w domu nad głową Salome rozbrzmiewa wreszcie Głos zapowiadający przyjście Mesjasza… Salome miota się między rozmaitością uczuć i obrazów owego czasu, który jak seria koszmarnych obrazów pojawia się w jej głowie. Jest silna, ale wrażliwa, pełna pytań, nie zawsze znajdująca jednak na nie odpowiedzi. Nie jest już uosobieniem seksu i perwersji – jest człowiekiem, kobietą walczącą o własne, normalne istnienie. Jak się dalej jej los potoczy? Koniecznie trzeba iść do wrocławskiej opery, aby sobie na owo pytanie prawdziwie odpowiedzieć.

A przede wszystkim – aby przeżyć stworzony przez teatralno-muzyczną ekipę wspaniały operowy świat. Mariusz Treliński, zamieniając biblijną opowieść w rozważania burzliwe i pełne wahań, dał wykonawcom znakomitą artystycznie szansę zbudowania wielkiego spektaklu. Bo to, co działo się wtedy, w biblijnych szatach, dzieje się i dziś…

A na wrocławskiej scenie dzieje się pięknie i niezwykle wciągająco. Śpiewacy tworzą straussowską operę rewelacyjnie wokalnie i aktorsko. Natalia Rubiś – Salome jest, Norbert Ernst – Herod – potrafi budzić podziw dla talentu i gniew dla Heroda. Znakomita jest jego żona Herodiada, Barbara Bagińska, świetna jako dama, która stacza się w niemoralność i starzenie się i która bez śladu niechęci podsuwa córkę ojczymowi.

Teatralnie – arcydzieło, ale opera to przecież i także… muzyka.

A muzykę we wrocławskiej „Salome” poprowadził Yaroslav Shemet i w sumie otrzymaliśmy operę doskonałą, rewelacyjną muzycznie i równie rewelacyjną teatralnie, spektakl, który skłania do wielkich wzruszeń i do zupełnie współczesnego zastanowienia się, jak budować dobro, a jak – burzyć zło.

Anita Tyszkowska