wtorek, 13 kwietniaKrajowy Przegląd Samorządowy
Shadow

Czym skorupka…

Wiadomo – czym skorupka za młodu nasiąknie, tym w latach późniejszych pachnieć będzie. Jeśli więc chcemy, aby najmłodsi za lat kilka, kilkanaście czy kilkadziesiąt szlachetną sztukę operową podziwiali i kochali, zacząć trzeba teraz. Czyli malucha za rękę i do pięknego gmachu przy Świdnickiej 35 – marsz!

W kwietniu właśnie najmłodszych widzów wrocławska opera zaprasza aż dwa razy – 21 kwietnia (godz. 11 i 13) Malcolma Foxa Sid – wąż, który chciał śpiewać to propozycja nie do odrzucenia: tytułowy Sid tańczy w cyrku, ale jego największym marzeniem jest śpiew. A że cyrk – jak to cyrk – wędruje, Sid swoje wokalne próby dostosowuje do miejsca, gdzie cyrk rozbił swój namiot. I tak w słonecznej Italii trenuje operowe bel canto, w Nowym Jorku – daje czadu jak gwiazda rocka… A mali widzowie świetnie się bawią, ucząc przy okazji o teatrze muzycznym tyle, ile nie nauczyliby się na żadnej szkolnej lekcji. Z kolei 28 kwietnia (godz. 11) to święto baśniowej klasyki – Czerwony Kapturek Jiřego Pauera to wariacje na temat bajki braci Grimm. Pojawiają się w Kapturku… i tradycyjne baśniowe postaci bliskie dzieciom, i te już niegrimmowskie, ale znane ze współczesnych bajek telewizyjnych i gier komputerowych. Sid… i Czerwony Kapturek to część projektu „Tajemnicze królestwo – opera dla dzieci”, który ma zarazić najmłodszą widownię operowym bakcylem. Wiadomo – czym skorupka…

A że takie zarażanie jest skuteczne, widać na widowni „dorosłych” oper – wielu widzów, dziś odwiedzających operę, też po raz pierwszy trafiło na Świdnicką 35 prowadzonych przez rodziców za rękę. Jestem tego przykładem. Trzeba więc także i dobrze zabakcylonym operowo coś w kwietniu zaproponować. Przede wszystkim Piotr Czajkowski i Eugeniusz Oniegin (29 kwietnia). Niespełniona miłość młodych i miłość spełniona dojrzałego mężczyzny, przyjaźń, która kończy się strzałem w serce… Wrocławski Oniegin (przygotowany przez Yurija Aleksandrova) jest może teatralnie niedoskonały, ale inscenizacyjne potknięcia w jakiś paradoksalny sposób dodały spektaklowi kiczowato-campowego wdzięku. I świetnie, bo czyż świat miłości nie jest z samej swej natury nieco kiczowaty? Znakomici soliści i orkiestra pod batutą Marcina Nałęcz-Niesiołowskiego, brzmiąca bardzo dobrze i pokazująca, że cudowny, właściwy Czajkowskiemu język operowy to wielki atut spektaklu.

Dwudziestego ósmego kwietnia – baletowa klasyka najklasyczniejsza, czyli Piotra Czajkowskiego Jezioro łabędzie w znakomitej, futurystycznej scenografii Małgorzaty Słoniowskiej. Jest Jezioro… wynikiem współpracy wrocławskiej opery i Moscow City Ballet. Choreografię do II oraz IV aktu przygotował Victor Smirnov-Golovanov – przez ponad 20 lat solista Teatru Bolszoj w Moskwie, były szef baletmistrzów Opery Narodowej i Baletu w Odessie, znany z perfekcji właściwej dla tradycji rosyjskiej szkoły baletu klasycznego. Autorką choreografii Prologu oraz III aktu jest Ewa Wycichowska – tancerka, choreograf, pedagog, dyrektor naczelny i artystyczny Polskiego Teatru Tańca – Baletu Poznańskiego. Efekt współpracy twórców spektaklu jest świetny, szkoda tylko, że balet wykonywany jest do muzyki z CD, bowiem finanse wrocławskiej opery nie pozwalają na inne rozwiązanie. A że niedługo miasto będzie Europejską Stolicą Kultury, może jego władze pomyślą o dosypaniu co nieco do operowej kasy?

Anita Tyszkowska