Część osób (ta, która nie musiała pracować) wykorzystała majowy weekend także do odwiedzenia wrocławskiego Muzeum Narodowego i jego oddziałów. Wrażeń na pewno było dużo, a w najbliższych dniach i tygodniach będzie ich jeszcze więcej.
Pracownicy wrocławskiego muzeum przygotowują się do otwarcia kolejnych wystaw czasowych, które poszerzają stałe ekspozycje. Często to prawdziwe muzealne cacka wystawiennicze. Warto być czujnym i niczego nie przegapić.
W momencie, kiedy ten numer naszego miesięcznika trafia na rynek, w Muzeum Etnograficznym, oddziale Muzeum Narodowego we Wrocławiu, otwierana jest wystawa pn. „Ala Savashevich. Twoje ciało to pole pracy”. Tytułowa artystka pochodzi z Białorusi, obecnie jest doktorantką krakowskiej ASP. W swoich działaniach twórczych podejmuje tematy pamięci zbiorowej i formowania tożsamości w społeczeństwach z doświadczeniem autorytaryzmu i patriarchatu. Kobieta i jej rola zajmują ważne miejsce w twórczości Savashevich. Na ile to autorska koncepcja, trzeba przekonać się samemu. Bo temat ważny, ale bardzo łatwo go „przemielić”, poddając się trendom ulicy, która w swojej masie jest jaka jest. Na pewno jest podatna na manipulacje…

Od 2 czerwca do końca wakacji w Gmachu Głównym Muzeum Narodowego będziemy mieli okazję obejrzeć XVIII-wieczne medalierstwo ze zbiorów wrocławskiej placówki. Zaprezentowane zostaną medale, plakiety, żetony i tłoki medalowe. Artefakty, które znajdą się na wystawie, upamiętniają m.in. panujących i członków ich rodzin, naukowców, pisarzy, urzędników, wydarzenia historyczne. Część z nich to serie medalierskie, wśród nich – jak zaznaczają twórcy wystawy – na uwagę zasługują te dotyczące władców Lotaryngii.
Również w pierwszych dniach czerwca w Gmachu Głównym Muzeum Narodowego we Wrocławiu nastąpi otwarcie wystawy czasowej pn. „Płytki, flizy, tafelki. Ceramiczne intermezza”. Ci, którzy przyjdą na tę wystawę, zobaczą najcenniejsze zabytkowe płytki z wrocławskiej kolekcji. Głównie to wielobarwne hiszpańskie azulejos i błękitno-białe płytki holenderskie. Fliza (fliz) to cienka płytka z wypalanej gliny używana najczęściej do wykładania ścian. Hiszpanie poznali ten sposób zdobienia ścian w X wieku za pośrednictwem arabskich najeźdźców. Obcy trend szybko się przyjął. Można nawet powiedzieć, że stał się namiętnością miejscowych, a powiedzenie „no ava casa sin azulejos” (nie ma domu bez fliz) nie utraciło aktualności.
Dużo później, bo w XV wieku, moda na ceramiczne płytki okładzinowe pojawiła się wśród Holendrów. Chroniły one przed zabrudzeniem, zawilgoceniem. Wypracowano również charakterystyczny wygląd stosowanych tam płytek ceramicznych, które szybko rozpowszechniły się również w innych częściach Europy i świata. I często do dzisiaj cieszą się dużym zainteresowaniem.
Szczególna wystawa czasowa (pisaliśmy już o niej przy okazji omawiania tegorocznych planów wrocławskich muzealników i na pewno do tematu wrócimy), na którą chyba wszyscy czekają, to „Stulecie. W rocznicę wielkiej wystawy śląskiej sztuki średniowiecznej”. Będzie można ją oglądać od 31 lipca do końca roku w Pawilonie Czterech Kopuł, czyli w pawilonie, w którym gotyckie zabytki były pokazywane w 1926 roku. Wówczas było to wielkie wydarzenie w światowym świecie wystawienniczym i istotny krok dla badań nad śląską sztuką średniowieczną. Tegoroczna wystawa nie będzie powtórzeniem tamtej, ale ukazaniem zmian, jakie dokonały się w pracach specjalistów nad artefaktami z przeszłości. Jak informują pracownicy wrocławskiego muzeum, zwiedzający obejrzą dzieła sztuki średniowiecznej obecne na ekspozycji sto lat temu, te, które z różnych względów zostały z niej wycofane, i takie, które wówczas – mimo starań kuratorów – na nią nie dotarły. Warto poczekać.
(mnr, mm)