wtorek, 26 październikaKrajowy Przegląd Samorządowy
Shadow

Cisek: Po prostu iść do przodu

Cisek – Czissek

Rozmowa z wójtem gminy Cisek Alojzym Parysem

Postanowił pan nie kandydować na wójta gminy Cisek, którym pan był przez wiele lat. Na pewno ta praca pomogła panu lepiej poznać miejscową społeczność. Z jakimi ludźmi miał pan do czynienia?

Alojzy Parys
Alojzy Parys

Mieszkają w naszej gminie dobrzy, pracowici i sprawdzeni ludzie, którzy sobie doskonale radzą w życiu, nawet gdy przyjdzie nie najlepszy czas. Przecież społeczność naszej gminy spotykały dramatyczne, kryzysowe sytuacje – powodzie i huragany, a ludzie nigdy się nie poddawali, potrafili walczyć z tymi żywiołami i po ciężkich chwilach wracać do normalnego życia. I choć czasami było im trudno, to nigdy nie spotkałem się z wyrzutami naszych mieszkańców, że to, co się stało – że wylała Odra lub przyszła nawałnica – jest moją winą, ponieważ źle pracowałem.

Jakie były początki pańskiego wójtowania w Cisku? Czy wtedy pracowało się lepiej niż dzisiaj?

Na początku pracowało się znacznie lepiej, były to początki samorządności w Polsce i samorządy były wtedy naprawdę samorządami, tak jak to w mądrych książkach niegłupi ludzie piszą… Samorządy były przede wszystkim niezależne od władzy centralnej, co nie oznacza, że robiliśmy wszystko to, na co mieliśmy ochotę. Działaliśmy przecież w ramach obowiązującego prawa, ale wtedy w samorządach panował prawdziwy entuzjazm, nawet powiedziałbym – euforia. I chciało się pracować. Oczywiście byłem wtedy znacznie młodszy i chciałem zmieniać świat. I ten świat rzeczywiście się zmieniał! Byłem sekretarzem gminy Cisek, ta funkcja mi odpowiadała, ale mój poprzednik poszedł na emeryturę i radni przekonali mnie do tego, abym kandydował na wójta. Krótko mówiąc, dostrzeżono we mnie jakiś potencjał i ludzie chcieli, żebym tym wójtem został. To jest dla mnie ogromna satysfakcja.

To czas finansowych środków przedakcesyjnych.

I tych pieniędzy było bardzo dużo. Można było z nich dobrze skorzystać, co nam się nieźle udawało, i w tym czasie osiągnęliśmy niemały sukces. Na początku kształtowania się samorządności w naszym kraju jeździliśmy na bardzo ciekawe szkolenia zagraniczne i krajowe i była to szkoła życia, która pozwoliła wykreować obraz gminy, jaki się chciało. Miałem też wizję rozwoju naszej gminy, którą mogłem realizować przy pomocy Rady Gminy w Cisku. Chcę też podkreślić, że podczas mojego wieloletniego wójtowania nigdy nie współpracowałem ze złą, kłótliwą, rozpolitykowaną i niemerytoryczną radą gminy. Zawsze potrafiliśmy ze sobą rozmawiać, osiągać kompromisy i szukać konsensusu. Dlatego w tej gminie było zawsze dobrze…

– …choć czasami przychodziły chwile straszne i tragiczne – powodzie i nawałnice. Przecież gmina Cisek była jedną z najbardziej poszkodowanych przez powódź tysiąclecia gminą w Polsce.

Rzeczywiście, to był dla nas straszny czas, ale potrafiliśmy go przeżyć i zawsze trzeba było myśleć o przyszłości, iść do przodu i nie poddawać się, tak jak mówi poeta: „Trzeba z żywymi naprzód iść, po życie sięgać nowe, a nie w uwiędłych laurów liść z uporem stroić głowę”. Po tych katastrofalnych powodziach w latach 1997 i 2010, które tak bardzo nas dotknęły, paradoksalnie gmina nasza wiele zyskała, ale to wymagało ogromu pracy, poświęceń i nieprzespanych nocy przeznaczonych na przygotowanie materiałów, wyliczeń, analiz i szacunków strat. Dzisiaj mogę powiedzieć, że to nam się naprawdę udało, że potrafiliśmy przekuć te kataklizmy w jakiś sukces infrastrukturalny. Oczywiście, nie można tego powiedzieć o stratach związanych z tym, co podczas tych powodzi przeżyła cała nasza społeczność. Ta trauma osadziła się w ludziach gdzieś głęboko i jest nie do oszacowania.

Gmina Cisek nie jest najbogatsza, a tak wiele złego doświadczyła od natury…

Jestem zadowolony z tego, co udało nam się osiągnąć, choć oczywiście chciałoby się więcej. Jest to normalne, ale musimy patrzeć realnie na nasze możliwości finansowe, nie należymy do najzamożniejszych gmin – w powiecie, województwie i w kraju i jesteśmy raczej na końcu. Przecież Cisek jest gminą typowo rolniczą i bez przemysłu. Gmina wcześniej nie miała żadnego obwałowania, dotykały ją powodzie, co powodowało, że żaden z inwestorów nie chciał tutaj lokować swojej firmy. A do tego mamy świetne gleby i opłaty za wyłączenie tych ziem z produkcji rolnej są horrendalne. Mam nadzieję, że w przyszłości te przepisy będą zmienione, bowiem jeśli chcemy, aby gmina się dobrze rozwijała, to poza rolnictwem powinna mieć jakiś przemysł. A dzisiaj w Cisku jest tylko eksploatacja kruszyw, co przynosi jakieś dochody, ale tych pieniędzy za wiele nie ma.

Nie szkoda panu zostawiać urzędu?

Pewnie, że będzie mi tego brakowało, ponieważ przepracowałem tutaj prawie 44 lata, ale kiedyś trzeba powiedzieć, że już wystarczy i dać szansę innym.

Można powiedzieć, że odchodzi pan ze sceny niepokonany…

– …a w wyborach na wójta zawsze rywalizowałem z kontrkandydatem. Dobrze jest odchodzić w niezłej kondycji fizycznej i intelektualnej.

Sprawowanie tej funkcji było też zapewne dla pana fajną i intrygującą przygodą w obcowaniu z ludźmi.

Wspaniałą przygodą, podczas której poznałem wielu zacnych i mądrych ludzi! A poza tym zostawiam też za sobą owoce swojej pracy, to, co z moimi współpracownikami i radnymi wspólnie zrealizowaliśmy w sferze infrastrukturalnej. Jakiś swój odcisk rąk i serca, który w naszej gminie dzisiaj widać i pozostanie na lata.

Dziękuję panu serdecznie w imieniu redakcji „Gminy Polskiej” za to, że mieliśmy zaszczyt i przyjemność promować gminę Cisek przez kilkanaście lat.

Ja także dziękuję za współpracę całej waszej redakcji.

Rozmawiał Sławomir Grymin

 

Alojzy Parys

Urodził się w 1954 roku, żonaty, trójka dzieci. Wykształcenie średnie ogólnokształcące. Bezpartyjny. Pracę rozpoczął we wrześniu 1974 roku w Urzędzie Gminy w Cisku. Najpierw był referentem od wszystkiego, później kierownikiem referatu geodezji i gospodarki nieruchomościami, następnie sekretarzem gminy i wreszcie wójtem – od 1 lipca 1992. Motto życiowe: „Działać tak, aby być szczęśliwym”. Elegancki, dobrze ubrany, zazwyczaj uśmiechnięty, pełen optymizmu i szanujący ludzi. Nie mówi o ludziach źle, prawdziwy gentleman.