niedziela, 25 lipcaKrajowy Przegląd Samorządowy
Shadow

Bo góry, to jest ten świat

Ciekawe, czy w górach lodowych w schroniskach lodowe są szybki? Czy w górach lodowych lodowe góralki lodowe sprzedają oscypki?” – pytają w jednej ze swoich pięknych piosenek Andrzej Korycki i Dominika Żukowska. Odpowiedzi nie znajdują, ale pewnie i oni, i miłośnicy ich ballad (choć w przeważającej mierze żeglarze) należą do tych, którzy i tak w górach właśnie (niekoniecznie lodowych) znajdują to, czego gdzie indziej znaleźć nie można.

Tekst ten piszę zaledwie kilkanaście godzin po powitaniu Nowego Roku na zboczach Czarnej Góry w okolicy Stronia Śląskiego. Śniegu nie było prawie w ogóle (podobnie jak w całej Polsce), bo taki mamy początek tegorocznej zimy. Jednak i niewielkie białe plamy jakie powstały dzięki ciężkiej pracy armatek śnieżnych (przy plusowych temperaturach to naprawdę robota iście syzyfowa) wielu osobom dawały moc szczęścia. Niemniej jednak miłośnicy zimowych sportów wierzą, że i na śnieg przyjdzie jeszcze czas. A na stokach Czarnej Góry, gdzie w tym roku rozpoczął się już 17. sezon, warunki do szusowania naprawdę są znakomite (jak pojawi się śnieg). Kolejki linowe, wyciągi, wypożyczalnie sprzętu, autoryzowane szkółki narciarskie. W tym roku włodarze tego coraz potężniejszego ośrodka przygotowali też specjalną Black Card & Ski Region Śnieżnik, która upoważnia do korzystania z trzech ośrodków narciarskich: Czarnej Góry, Kamienicy i Lądka-Zdroju oraz przemieszczania się pomiędzy ośrodkami bezpłatnym skibusem. Karta to także możliwość całkiem niezłych rabatów w wielu punktach usługowych i gastronomicznych. Na chętnych czeka też Karta Sudetyski upoważniająca do korzystania z trzech sudeckich ośrodków narciarskich: Czarnej Góry, Winterpol Zieleniec i Winterpol Karpacz.


 

Śnieżna Matka i miliony w Karpaczu

Czekając na śnieg (no, chyba że kiedy już ten tekst trafi do Czytelników, będzie go pod dostatkiem), można powędrować po okolicy. A jest co oglądać. Można na przykład podjechać do Międzygórza i wybrać się na Igliczną do urokliwego Sanktuarium Matki Boskiej Śnieżnej, albo zmęczyć się ciut bardziej i wspiąć się na Śnieżnik. Bardziej leniwi mogą zajrzeć do Lądka-Zdroju i na przykład zakosztować uroków kąpieli w mineralnym basenie, który znajduje się w tamtejszej pijalni wód (obiekt w swoim charakterze bez wątpienia wyjątkowy).

A jeśli nie Czarna Góra i okolice, to na przykład co? Gór ci u nas dostatek, a ponieważ tym razem postanowiliśmy „zacumować” na Dolnym Śląsku, to na pewno Karpacz.

Karpacz – zimą stolica sportów zimowych, latem raj dla miłośników pieszych wycieczek i aktywnej turystyki. Miasto pod Śnieżką to nie tylko typowo górski klimat. Tutaj bez kłopotów skosztować można regionalnej kuchni. Znajdziemy baseny i całoroczne lodowisko. Są letnie i zimowe tory saneczkowe. Wokół Karpacza znajdują się znakomite tereny do uprawiania nordic walkingu. Jeśli grasz w tenisa, to też znajdziesz coś dla siebie. Podobnie nie powinni być zawiedzeni miłośnicy wspinaczek czy spotkań eventowych (chociaż nie tylko) w parkach ekstremalnych.

Oczywiście Karpacz, w którym czeka na chętnych ponad 14 tys. miejsc noclegowych (rocznie tę miejscowość odwiedza około miliona turystów), to cały szereg wyciągów narciarskich (ceny karnetów naprawdę konkurencyjne). Tutaj też znajduje się jedyna w Sudetach szkoła telemarku. Swoje miejsce znajdą również miłośnicy nart biegowych i rozwijającego się ostatnio bardzo prężnie skituru (centrum znajduje się przy schronisku Samotnia).


 

Alpejskie klimaty Dolnego Śląska

Zimowi górale nie mogą rzecz jasna nie zajrzeć do Zieleńca (a przy okazji do Dusznik-Zdroju, zresztą administracyjnie Zieleniec należy do uzdrowiska Duszniki). Ten ośrodek narciarski (osobiście bywam tam czasami także jesienią i tak pięknej „kolorowej pustki” próżno szukać gdzie indziej, no może jeszcze wśród bieszczadzkich bukowisk…), położony na wysokości około 1000 m n.p.m., ma alpejski mikroklimat, co korzystnie wpływa na samopoczucie. Tutaj też śnieg leży najdłużej w Sudetach. Na terenie Zieleńca działają trzy nowoczesne koleje krzesełkowe (4- i 6-osobowe) oraz 22 wyciągi orczykowe i talerzykowe. Nie ma też problemu ze znalezieniem instruktora czy wypożyczeniem sprzętu. A wieczorem proponuję talerz gorącej kartoflanki w jednym z licznych, przytulnych ośrodków.

Będąc w okolicach Dusznik-Zdroju, nie sposób nie zajrzeć na Jamrozową Polanę. Znajdziemy tam 47 km tras biegowych o różnym stopniu trudności (pętle od 1 do 12,5 km). To jedyne miejsce w naszym kraju, gdzie biegać można także po zmroku, bo trasy są sztucznie oświetlone. Tam także znajduje się najnowocześniejsza w Polsce, 30-stanowiskowa strzelnica z zadaszonymi i oświetlonymi tarczami.


 

Jak w Lillehammer albo w Cortinie

Biegający na nartach na pewno nie odpuszczą sobie również odwiedzenia Szklarskiej Poręby-Jakuszyc. Przypomnę tylko, że 18 i 19 stycznia miejsce to będzie po raz drugi areną rywalizacji najlepszych biegaczy i biegaczy narciarskich o punkty Pucharu Świata. Tym samym Szklarska Poręba znalazła się w elitarnym gronie razem z takimi ośrodkami jak m.in.: Davos, Lillehammer, Val di Fiemme, Cortina, Lahti, Falun czy Oberhof.

W Szklarskiej Porębie atrakcji jest zresztą znacznie więcej. Oczywiście nie sposób nie wymienić Szrenicy (odjazd tak zimowy, jak wiosenny, letni czy jesienny), tras trekkingowych i skiturowych. Poza tym czeka Ogród Ducha Gór, Muzeum Ziemi, Leśna Huta, Dom Hauptmannów, Muzeum Mineralogiczne… Pewnie warto pójść też na Halę Izerską (najzimniejsze miejsce w Polsce) i spróbować uczestnictwa w psich zaprzęgach (próbowałem, co prawda nie w Szklarskiej Porębie, ale gwarantuję dużo wrażeń).

Kiedy tak będziemy wypoczywać wśród dolnośląskich gór, na pewno powinniśmy znaleźć czas na gorący relaks w Termach Cieplickich. Unikalne w skali europejskiej, a najgorętsze w Polsce, cieplickie wody termalne osiągają temperaturę prawie 90 stopni Celsjusza. Specjaliści twierdzą, że wody w Cieplicach to najszybsza regeneracja po aktywnym wypoczynku. Termy Cieplickie to dzisiaj nowoczesne centrum rekreacji wodnej, które ma przygotowaną ofertę dla dużych i małych.

Nie sposób opisać wszystkich urokliwych miejsc w dolnośląskich górach, mając do dyspozycji tak niewiele miejsca. To jednak nie ostatnie nasze spotkanie na łamach „Gminy Polskiej”, a mam nadzieję, że spotkamy się także na górskich szlakach, stokach, skałkach…

Tomasz Miarecki