niedziela, 12 lipcaKrajowy Przegląd Samorządowy
Shadow

Arktyka serdecznie zaprasza

Wrocławski ogród zoologiczny, jak wszystkie tego rodzaju placówki, przez ostatnie tygodnie był zamknięty dla odwiedzających. Od 21 maja ponownie możemy na żywo obserwować zwierzęta. A atrakcji jest sporo, bo podczas pandemii przyszło na świat w zoo kilkanaście wartych obejrzenia maluchów.

Kiedy ogród był zamknięty dla zwiedzających, miłośnicy zwierząt mogli im towarzyszyć, oglądając online cykl #domoweZOO. To edukacyjne spotkania, które odbywają się na żywo na facebookowym profilu wrocławskiej placówki, ale są również dostępne na stronie internetowej ogrodu. Pracownicy zoo w ramach cyklu #domoweZOO prezentują wybrane gatunki, podchodząc do nich z kamerą najbliżej jak się da. Spotkania prowadzone są przez duety – opiekun zwierząt i edukator, aby jak najciekawiej zaprezentować bohaterów. To bardzo ciekawa inicjatywa, która – z tego co wiem – ma liczne grono entuzjastów.

Wielu miłośników zwierząt i szeroko rozumianej przyrody ostatnie tygodnie spędziło również nad książkami. Ograniczenia w wychodzeniu z domu sprawiły, że między innymi na lekturę wielu z nas miało dużo więcej czasu niż zazwyczaj. Wiem na przykład, że wnuczki mojego brata dokładnie zapoznały się z książką „Najwyższa góra, najgłębszy ocean”. I dzisiaj już wiedzą, że na przykład słoń afrykański może ważyć nawet 6,3 tony, hipopotam nilowy 3,6 tony, a meduza festonowa dorastająca do 37 metrów długości to nawet jedna tona pływająca w oceanach i morzach świata (to największa meduza na świecie).

No, ale wracajmy do wrocławskiego zoo, bo już jest czynne (co oczywiście nie znaczy, że nie powinniśmy również czytać książek – wręcz przeciwnie!). W czasie pandemii, kiedy bramy zoo były zamknięte dla zwiedzających, życie w ogrodzie cały czas się toczyło.

– Bardzo cieszymy się, że po prawie dwóch miesiącach znów zagościli u nas odwiedzający. Ten czas był dla nas bardzo trudny, bo 90 procent naszych kosztów pokrywają przychody z biletów. Nieczynne zoo to wielomilionowe straty. Dziękujemy wszystkim, którzy w tym czasie nas wsparli – czy to kupując bilet na przyszłość, czy przekazując darowiznę. Teraz pomóc ogrodowi można zwyczajnie, poprzez wizytę i zakup biletu – mówił Radosław Ratajszczak, prezes spółki Zoo Wrocław.

Tak jak już wspomniałem wcześniej, kiedy nas nie było w ogrodzie, działo się w nim bardzo dużo. Między innymi w kwietniu przyszedł na świat takin złoty. To bardzo rzadki gatunek. Pochodzi ze wschodnich Himalajów. Jego najbliższym krewniakiem jest piżmowół arktyczny.

Po raz kolejny powiększyło się stado lemurów katta. Cztery nowe maluchy znajdują się pod troskliwą opieką mam. Te zagrożone wyginięciem zwierzęta (na wolności żyją tylko na Madagaskarze) są ulubieńcami wizytujących wrocławskie zoo.

Wiosna we Wrocławiu to również dobry czas dla jeżozwierzy. W ciągu tygodnia przyszły tu na świat cztery młode tego gatunku. Urodziło się też aż sześć jagniąt muflona. Pojawiły się również młode dik-diki (jedne z najmniejszych antylop na świecie).

W ostatniej dekadzie maja przyszedł na świat trzeci w historii wrocławskiego zoo manat. To wyjątkowe narodziny, bo to gatunek zagrożony wyginięciem. Gratulujemy opiekunom dolnośląskiego ogrodu.

Jak informują pracownicy zoo, na odwiedzających czeka też zupełnie nowa ekspozycja. W Afrykarium pojawiły się nietoperze młotogłowe. Przyjechały do Wrocławia tuż przed zamknięciem ogrodu dla odwiedzających. Są to młode, około trzyletnie osobniki. Specjalnie dla nich powstała przestronna woliera w Afrykarium. Jest to dość dziwaczny nietoperz: samce są blisko dwukrotnie większe od samic, a ich pyski sprawiają, że wyglądają trochę jak latające łosie. To największy nietoperz Czarnego Lądu, a na wybiegu w strefie Kongo (Afrykarium) będzie można oglądać dziesięć osobników młotogłowa. Nowością jest też to, że lemury wari rude otrzymały powiększony wybieg i teraz będą spacerować nad głowami odwiedzających, po linach rozpiętych pomiędzy drzewami.

We wrocławskim zoo, podobnie jak w innych ogrodach na całym świecie, oprócz dzikich zwierząt można spotkać również gospodarskie. Nie są to hodowle zachowawcze, a edukacyjne. I właśnie w takiej hodowli przyszła na świat klacz rasy haflinger. Córka Silver i Arleta dostała imię Arktyka, ze względu na swoje jasne umaszczenie. Jest prześliczna, co na pewno wszyscy docenią.

(mnm)