Zagrodno: Wiatrakowe wyjście – jedyne

Rozmowa z Mieczysławem Słoniną, wójtem gminy Zagrodno

Lato, ciepło…

– …to dla Słoniny jest niekorzystne… (śmiech)

– …ale dla zbóż i plonów jest zgoła inaczej. Żeby tylko za dużo wody nie było, to będzie w sam raz.

– Na razie wszystko zapowiada się dobrze, ale rolnik jest naprawdę zadowolony, gdy dobrze sprzeda swoje plony.

A w tym roku gdzie organizujecie dożynki gminne?

– W Brochocinie, w ostatnią niedzielę sierpnia.

Cztery lata tej kadencji minęły bardzo szybko. Jak pan ją ocenia?

– Kadencja definitywnie doprowadziła do tego, że gmina Zagrodno dzisiaj biedną nie jest.

A przecież jeszcze niedawno było inaczej.

– Byliśmy gminą – można powiedzieć – śpiącą, gdzie nic specjalnego się nie działo. Na inwestycje trudno było zdobyć jakieś środki finansowe, nie było pieniędzy własnych i nie można było sięgać po pieniądze zewnętrzne. Owszem, ratowaliśmy się np. kredytami i pożyczkami, ale tak czy siak było pod górkę. Teraz jest inaczej. Jesteśmy gminą właściwie samowystarczalną i naprawdę stać nas na wiele więcej niż w tych chudych latach. Rozwiązujemy już ostatnie duże problemy, czyli wymianę wodociągu w Grodźcu i przygotowujemy się do budowy sali gimnastycznej przy Zespole Szkół w Zagrodnie. Będzie to już może trzecia sala w naszej gminie, a przyszła rada gminy zdecyduje, czy ją wybudować, czy też nie. Nie chcę, aby ktoś zarzucił mi, że w spadku podrzuciłem przyszłemu wójtowi jakieś kukułcze jajo. Ponadto rozważamy – w ramach partnerstwa publiczno-prywatnego – wymianę oświetlenia ulicznego na ledowe, ale o tym przedsięwzięciu także zdecyduje przyszła Rada Gminy Zagrodno.

Wydaje mi się, że przełomem dla waszego samorządu i całej zagrodzieńskiej społeczności było zainstalowanie na terenie gminy elektrowni wiatrowych.

– Rzeczywiście, właśnie wiatraki, a właściwie podatek od tych wiatraków zadecydował o tym, że finanse gminy i jej budżet zdecydowanie zmieniły się na lepsze. Doszły do tego kopalnia kruszywa, nowo powstała fabryka w Łukaszowie, tauronowski główny punkt zasilania, tłocznia gazu w Olszanicy i wszystko zaczęło kręcić się inaczej.

Budżet gminy Zagrodno wzrósł bardzo w dość krótkim czasie – w ciągu kilku lat.

– Budżet wzrósł prawie dwukrotnie i mamy z tego ogromną satysfakcję.

Dobrze pamiętam, jak niezmiernie trudno było przeprowadzić zamontowanie wiatraków. Pojawiały się groźby, pomówienia i paszkwile, chamstwo i drobnomieszczaństwo, jak w skeczu z Gołasem, Michnikowskim i Kobuszewskim. Było jak z jakiegoś kiepskiego filmu sensacyjnego, pisałem o tym i popierałem wasze wysiłki, i też stałem się obiektem ataków różnych antywiatrakowych oszołomów – także posłów – którzy setki razy telefonowali do mnie, obrażali mnie i grozili.

– Tak się działo po wybudowaniu elektrowni wiatrowych, ale problemy jeszcze zostały. Są na wokandzie sprawy w sądzie administracyjnym, kontrolowała nas Najwyższa Izba Kontroli i doświadczyliśmy niejednego przykrego.

Ale przecież warto było…

– Pewnie, że tak. I myślę, że to dla nas było wtedy jedyne wyjście, aby pozyskać niemałe środki zewnętrzne i będzie to dobrze skutkować w latach następnych. A elektrownie wiatrowe wpisały się w nasz krajobraz i dzisiaj jakoś nikomu już nie przeszkadzają – ani większości ludzi, ani ptakom i nietoperzom, a tym bardziej sarnom i dzikom. Trzeba sobie także zdawać sprawę z tego, że gdyby elektrownie nie powstały na naszym terenie, to powstałyby w gminie ościennej, np. Złotoryi, i to tamta społeczność czerpałaby dzisiaj z nich korzyści finansowe.

Mówi się, że kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana, a przez brak zdecydowania można nie zrobić czegoś dobrego.

– Tak to się dzieje, ale trzeba być konsekwentnym i z uporem dążyć do celu.

Gmina jest dobrze zarządzana, zmienia się nieustannie, wzbogacana jest infrastrukturalnie, ale ma też inne walory, jak np. zamek Grodziec. Warto odwiedzić to niezwykłe miejsce na mapie regionu, gdzie kręcono wiele filmów.

– Zamek jest naszą perełką, ale po zmianie konserwatora zabytków w Legnicy zaczyna być kulą u nogi.

Dlaczego?

– Nowy konserwator żąda od nas remontu dalszej części obiektu. Zrobiliśmy już niemało – na przykład wyremontowaliśmy dachy – ale gminy nie będzie stać samodzielnie na to, czego oczekuje konserwator. Poprosiliśmy ministerstwo o wydłużenie terminu przeprowadzenia tych prac, bowiem ad hoc nie jesteśmy w stanie tego zrobić. Trzeba to zadanie przygotować dokumentacyjnie, a przecież jest to zabytek i w grę wchodzą poważne nakłady finansowe. Chcę też podkreślić, że zamek jest zabezpieczony, nic tam nie cieknie, można do niego bez przeszkód dojechać i korzystać z wszelkich dobrodziejstw, które oferuje.

A pierwsze półrocze też jest w porządku?

– Jest okej, ale nie zawsze możemy wydać pieniądze.

Jak to?

– A tak, że ogłaszaliśmy przetarg na budowę drogi i okazało się, że nasz kosztorys był o wiele za niski w stosunku do złożonych ofert. Musieliśmy więc dołożyć budżetowych pieniędzy i ponownie ogłaszamy przetarg. Widać, że w tej branży nikt nie schodzi poniżej kosztów. Zatem płacz i płać.

W tym roku został pan laureatem rankingu „Gazety Wrocławskiej” na najlepszego wójta na Dolnym Śląsku.

– Jest to bardzo miłe wyróżnienie, nawet u schyłku mego wójtowania w Zagrodnie. Dlatego na łamach „Gminy Polskiej. Krajowego Przeglądu Samorządowego” chciałbym serdecznie podziękować wszystkim tym, którzy na mnie zagłosowali, a było ich – bagatela – blisko 40 tysięcy, więc to nie sama gmina Zagrodno przesądziła o tym sukcesie.

Miło jest, gdy dobrą pracę dostrzegają także na zewnątrz, poza gminą.

– Sądzę, że w moim przypadku ocena zewnętrzna mojej pracy lepsza jest od oceny wewnętrznej. Cóż, radni mają zawsze jakieś uwagi, a ludzie z zewnątrz lepiej widzą przemiany i lepiej potrafią je ocenić.

Nie chce pan całkowicie rozstać się z samorządowa pracą.

– Swój wolny czas chciałbym poświęcić sprawom powiatu złotoryjskiego i zostać radnym tego powiatu, a szczególnie bliskie są mi sprawy związane z bezpieczeństwem. Mam przecież duże doświadczenie i sporo jeszcze życiowej energii.

Rozmawiał Sławomir Grymin

Share